Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zegar: nasz stary przyjaciel

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

W wakacje mamy trochę więcej czasu. Możemy więc pomedytować odrobinę nad problemem... czasu. Taką drogą poszły dwie ekonomistki Anne-Laure Sellier (HEC w Paryżu) i Tamar Avnet (Yeshiva University). W opublikowanym tekście "So what if the clock strikes" postanowiły sprawdzić, jak praca w odmiennym reżimie czasowym wpływa na samych pracujących.

Co oznaczają odmienne reżimy czasowe? W zasadzie możemy wyróżnić dwa. Obecnie najbardziej rozpowszechniony to model zegarowy. Rytm zadań wyznacza nam tykający czasomierz. Wstajemy o godz. 7, śniadanie jemy pół godziny później. W pracy od godz. 9. do godz. 17 i do domu. A następnego dnia to samo. Taki model dominuje od początku epoki industrialnej. Wprowadzono go, bo służył lepszej organizacji masowej produkcji. Dzięki niemu dyscyplinowano także pracowników, by robili nie tylko to, co potrzeba, lecz także w takim tempie, jak potrzeba. W tym sensie rewolucja przemysłowa była rewolucją postrzegania czasu, bo pierwsze zegary zawisły w fabrykach. Dopiero w latach 30. XIX w. technika pozwoliła na w miarę niedrogą "demokratyzację" czasu: kupno własnego zegarka. Szczytem podejścia zegarowego był tayloryzm, czyli rozwijająca się na przełomie wieków XIX i XX w USA wiara przemysłowców w to, że proces produkcyjny można zsynchronizować z zegarem.

Przed rewolucją przemysłową ludzie też pracowali. Ale, co oczywiste, inaczej. Raczej według modelu, który dziś określilibyśmy jako zadaniowy. To znaczy śpię, dopóki chcę. Jem śniadanie, aż nie uznam, że należy przystąpić do pracy. Pracuję tak długo, aż nie uznam zadania za wykonane albo coś mi tę pracę uniemożliwi. W epoce przednowoczesnej tak pracowali wszyscy, od rolnika po rzemieślnika. Potem ten model dominował wśród wolnych zawodów. Pod koniec XX w. zaczął jednak powracać. Głównie z powodu coraz powszechniejszej deregulacji pracy oraz rewolucji technologicznej, która te luźniejsze stosunki pracy umożliwiła.

Sellier i Avnet interesowało więc najbardziej, czy to, w jakim modelu się pracuje, zmienia samych pracowników. I faktycznie takie zróżnicowanie dostrzegły. Na przykład w tzw. poczuciu umiejscowienia kontroli. Znów brzmi skomplikowanie, ale jest dziecinnie proste. Poczucie umiejscowienia kontroli wymyślone zostało w latach 60. przez psychologa z USA Juliana Rottera, który podzielił ludzi na zewnątrzsterownych i wewnątrzsterownych. Ci pierwsi mają tendencję do tłumaczenia wszystkiego, co się wydarzy, poprzez rozmaite siły zewnętrzne. Pogodę, polityków, pecha, przemoc. Ci drudzy są zdania, że mają na wszystko przynajmniej jakiś wpływ. Ci pierwsi są bardziej bierni, ale spokojniejsi. Ci drudzy aktywni, lecz rozedrgani. Analizując wyniki badań, Sellier i Avnet nie miały wątpliwości: praca według zegara sprawia, że ludzie stają się bardziej zewnątrzsterowni. Zadaniowość buduje zaś wiarę w swoje własne sprawstwo. Druga różnica odkryta przez Sellier i Avnet dotyczy pozytywnych uczuć. I tego, że pracownicy zegarowi są do nich mniej zdolni. A zwłaszcza do umiejętności delektowania się czymkolwiek.

Wnioski to interesujące. I aż proszą się o jakiś odruch sprzeciwu. I stanięcia w obronie starego dobrego czasu zegarowego. No, bo zastanówmy się, czy czas zadaniowy jest taki znowu rewelacyjny? Oczywiście może być, ale ma też wiele wad. Może się na przykład rozlać. I cóż wtedy z tego, że zadaniowcy mogą jeść śniadanie w parku tak długo, aż uznają, że warto by się w końcu wziąć za robotę? Skoro w czasie tego śniadania odbiorą ze trzy telefony i cztery e-maile. Oczywiście wszystkie z pracy. A jak ich nie odbiorą, to kierownik może zadanie przerzucić na innego zadaniowca. Pozostawiając radośnie śniadającego bez perspektyw zarobkowych. Albo sytuacja, gdy zadania są wyznaczane źle. Tak, że ich realizacja jest praktycznie niemożliwa. W modelu od 9 do 17 pracownik przemęczy się te 8 godzin i po nich pójdzie do domu. A zadaniowy będzie się biedził aż do kresu sił. A i tak nic z tego nie wyniknie. Może więc pogłoski o śmierci "człowieka zegarowego" są jednak troszeczkę przesadzone?

@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.000000200.802.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.