Odpychający świat minimalizmu
Zirytowała mnie "Książeczka minimalisty" Leo Babauty. I powiem szczerze, że nie chciałbym go spotkać na swojej drodze.
Sprawdziłem. Na zdjęciach wygląda dość niewinnie. Ale nie dajmy się zwieść. Babauta należy do tych nieznośnie przemądrzałych hipsterów zaludniających okolice San Francisco. Jest informatykiem i byłym dziennikarzem. Prowadzi popularny blog mnmlist.com. Proszę tam koniecznie zajrzeć. Traficie na jedną z niesamowicie pretensjonalnych stron. Tak hipsterskich, że w oczy kole. Pozbawioną wszystkich graficznych ozdobników, z najprostszą czcionką i dwoma kolorami: białym i czarnym. Bo Babauta jest samozwańczym apostołem minimalizmu w każdej dziedzinie życia. Minimalizm to dla niego prosta i jedyna droga do szczęścia w życiu. Jak na apostoła przystało, chce się swoją dobrą nowiną dzielić z innymi.
"Książeczka..." to przewodnik po minimalistycznym świecie. Świecie bez bałaganu, pośpiechu, stresu i konfliktów. Brzmi atrakcyjnie, prawda? Bo kto z nas nie myśli czasem: "I po co się tym wszystkim przejmuję? Dlaczego za tym gonię? Czy nie można prościej, skromniej, radośniej?". Kto z nas nie chciałby wziąć sobie głęboko do serca tych wszystkich pięknych cytatów o potędze wyrzeczenia, które Babauta zebrał w swojej książce? "Kto jest zadowolony, ten jest bogaty" - rzecze Laozi. "Prostota jest szczytem wysublimowania" - powiada Leonardo da Vinci. "Strzeż się tych, co oczekują po tobie nowych strojów" - prawi Henry David Thoreau. I tak dalej, i tak dalej.
Stop! Czas wrócić, zanim na dobre zatracimy się w mirażach, które roztacza przed nami Babauta. Ten jego świat nie jest prawdziwy. Żyjemy w kraju, w którym pracuje się (prawie) najdłużej w rozwiniętym świecie, a jednocześnie za tę pracę dostaje się (prawie) najniższą stawkę spośród wszystkich krajów OECD. Warszawa to nie San Francisco. Nasze biurka są zabałaganione, bo nie mamy czasu i sił ich posprzątać. Podobnie z pulpitami na komputerze. A tu przychodzi hipster i wzbudza w nas poczucie winy. I każe nam jeszcze być na siłę lekkimi minimalistami. Najlepiej niejedzącymi mięsa. Niedoczekanie!
Ale nie chodzi tylko o to ciągłe nieznośne pouczanie, lecz też o propagowanie przez Babautę obrzydliwego życiowego egoizmu. Straszliwego skoncentrowania na sobie i na swoich potrzebach. "Nie kupuj gazet i książek, zrezygnuj z internetowych prenumerat, nie kupuj ubrań, wyrzuć meble" - radzi Babauta. Bo pieniądze, zdaniem naszego mądrali, rosną na drzewach. Nie przejdzie mu nawet przez myśl, że ktoś te produkty wykonał i z nich żyje. I że gospodarka oparta na skrajnym minimalizmie oznaczałaby totalny koszmar. Umarłaby sztuka. Nie byłoby debaty publicznej. Byłby tylko Leo Babauta medytujący przed swoim czyściutkim biureczkiem.
To, co on proponuje, nie jest życiem. Nie ma w nim miejsca na krew, pot i łzy. Ludzie mijają się w nim, nawet na siebie nie patrząc. Z mdłym uśmiechem na ustach. Ale może się mylę? Jeśli państwo chcą, to przekonajcie się sami. Ale na własną odpowiedzialność.
@RY1@i02/2014/138/i02.2014.138.00000240a.802.jpg@RY2@
Leo Babauta, "Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka", Helion, Gliwice 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu