Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd pokazał gest Kozakiewicza całemu rynkowi książki

27 czerwca 2018

Naprawdę staram się zrozumieć, jaka logika stoi za działaniami Ministerstwa Edukacji Narodowej. Dlaczego uznało ono, że nacjonalizacja będzie dobrym lekarstwem? Dlaczego postanowiło postawić się w roli wydawcy, a całemu rynkowi książki pokazać gest Kozakiewicza? Całemu, bo tak naprawdę na tym, że pojawi się "darmowy" podręcznik, nie ucierpią tylko wydawcy podręczników szkolnych.

Co to w ogóle oznacza "darmowy" podręcznik? Przecież ta reforma będzie kosztowała setki milionów złotych. Te pieniądze będzie musiał wyłożyć budżet państwa, czyli po prostu podatnicy. Dla nich, czyli dla nas - nie będzie to na pewno darmowa reforma.

Z drugiej strony tych pieniędzy będzie pozbawiony rynek książki. A bez nich czekają go naprawdę poważne problemy. I już nawet nie chodzi o samych wydawców podręczników szkolnych, którzy częściowo sami sobie zaszkodzili zbytnią pazernością przez lata. Choć trzeba im przyznać, że oferowali naprawdę duży wybór dobrych książek. Ale szczególnie mocno "darmowy" podręcznik uderzy w księgarzy. Nie ma się co oszukiwać - dziś księgarnie w przeważającej mierze żyją i utrzymują się ze sprzedaży książek edukacyjnych, w tym głównie podręczników. W sytuacji gdy ze względu na przemiany technologiczno-społeczne coraz więcej ludzi nie czyta, nie kupuje papierowych książek, ustawowe, odgórne ograniczanie im pola zarobkowania to dla ogromnej części księgarzy poważny cios, a być może nawet śmierć.

Tu też po części wina leży w środowisku księgarskim. Ma ono dwa związki, które przez lata nie zrobiły nic, by zadbać o zbudowanie etosu księgarza, by sprzedawanie książek nie było tym samym co sprzedawanie pietruszki czy butów. By mieli taką pozycję, o jaką zawalczyli księgarze w Niemczech, we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Belgii. Niestety tak się nie stało. W ostatnich latach to właśnie podręczniki były ostatnią deską ratunku dla tej branży, pozwalając szczególnie małym księgarniom jakoś dalej trwać. Gdy ich zabraknie, cała ta branża poważnie ucierpi. I o tym aspekcie nikt w MEN nie pamięta czy nie chce pamiętać. Podręczniki potraktowano wyłącznie jako kolejny produkt, bez brania pod uwagę, że jest to część sektora kulturowego, któremu jakieś wsparcie, opieka ze strony państwa powinny się przecież należeć.

Na mnie jako szefa wydawnictwa wydającego podręczniki akademickie ta reforma być może bezpośredniego wpływu nie będzie miała. A już na pewno nie mam w krytykowaniu jej bezpośredniego interesu. Mimo to jednak nie widzę w niej też żadnej rynkowej logiki. Jest w moim odczuciu wyłącznie polityczną rozgrywką. Rozgrywką, w której niestety ofiarą będzie rynek książki. Niestety ani wydawcy, ani księgarze nie są górnikami. Nasze protesty nigdy nie będą tak widowiskowe. Co to za państwo, które tak lekceważy producentów książek. Więcej nawet. Traktuje ich niejednokrotnie jak dzikich i pazernych wyzyskiwaczy.

Co to w ogóle oznacza "darmowy" podręcznik? Przecież ta reforma będzie kosztowała setki milionów złotych

@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.00000050c.803.jpg@RY2@

Andrzej Nowakowski dyrektor wydawnictwa Universitas

not. sc

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.