Ufajmy w zaufanie
Podejrzliwość to jeden z największych hamulców naszej gospodarki. Bo jeden przedsiębiorca się boi, że ten drugi go oszuka
Z Elżbietą Mączyńską rozmawia Rafał Woś
Czy prezes NBP Marek Belka skompromitował swój urząd tym, co i jak mówił na taśmach opublikowanych przez "Wprost"?
To trudne pytanie i dlatego trzeba unikać pochopnych werdyktów. Z jednej strony na pewno tego typu wypowiedzi nie sprzyjają dobrej renomie urzędu. I nie chodzi tylko o przeklinanie, lecz także o to, że po publikacji nagrań powstało wrażenie, iż państwem rządzi grupa kolesiów, którzy kręcą interesiki podczas zakrapianych restauracyjnych biesiad. Z drugiej strony Belka to fachowiec, insider w świecie międzynarodowych finansów, który zna ten sektor od podszewki i potrafi należycie zadbać o monetarne i ekonomiczne interesy Polski. A z trzeciej...
Z trzeciej?
Z trzeciej strony - moim zdaniem najważniejszej - skandal podsłuchowy wychodzi dalece poza personalia. Uderza w bardzo czuły punkt funkcjonowania naszego społeczeństwa.
Czyli?
W zaufanie. Niedawno wróciłam do książki socjologa Piotra Sztompki z 2007 r., której tytuł mówi właściwie wszystko: "Zaufanie. Fundament społeczeństwa". A Polska ma problem z zaufaniem, który kładzie się cieniem na wszystkich dziedzinach życia. Na gospodarce również. Niski poziom zaufania lub - co gorsza - jego brak, zwiększa koszty działalności gospodarczej i osłabia konkurencyjność. Bo rosną koszty zabezpieczania się przed nadużyciami, ubezpieczeń, sprawdzania kontrahentów, przygotowywania dodatkowych analiz.
Na brak zaufania w Polsce narzekamy od dawna.
Bo to rzeczywisty problem. W Zakładzie Badań nad Bankructwami Przedsiębiorstwa w SGH prowadzimy badania na temat zagrożeń dla działalności gospodarczej. Wynika z nich niezmiennie od lat, że brak zaufania jest jednym z głównych czynników, który przeszkadza w robieniu w Polsce interesów. To nie mniej ważna bariera rozwoju niż bariery administracyjne czy problemy z czynnikami produkcji. Bo jeden uczestnik obrotu gospodarczego boi się, że ten drugi go oszuka.
Dlaczego tak się dzieje?
Erozja zaufania wiąże się z chaosem w systemie wartości, anomią. Sytuacją, kiedy właściwie nie wiadomo, co jest przyzwoite, a co już niedopuszczalne, co jest dobrem, a co złem. Taki zamęt nasila się w okresach przełomowych. W naszym przypadku nakładają się na siebie dwie rewolucje: transformacja i ogólnoświatowe przechodzenie od społeczeństwa przemysłowego do informacyjnego. Stary system wartości traci na znaczeniu, a nowy jeszcze się nie zdążył ukształtować.
To co robić?
Anomii trzeba przeciwdziałać. Dlatego tak ważne jest nazywanie rzeczy po imieniu: kłamstwa - kłamstwem, a kradzieży - kradzieżą. Bez przejrzystego systemu wartości i przejrzystych norm społecznych trudno o prawdziwe, długotrwałe sukcesy. Zaufanie jest fundamentem jakości relacji społecznych i naszego życia. Jest też smarem dla biznesu. Na fundamentalne znaczenie zaufania wskazuje się w wielu publikacjach z zakresu ekonomii i zarządzania oraz innych dyscyplin.
Czyli?
Zwykle czytam jednocześnie kilka książek. Ostatnio "Płaca za pracę" noblisty Edmunda Phelpsa, "Architektów innowacyjności" Paddy’ego Millera i Thomasa Wedella-Wedelsborga, "Ograniczone przywództwo" Andrzeja K. Koźmińskiego i "Naród start-upów" Dana Senora i Saula Singera. Także "Dysponowanie wspólnymi zasobami" Elinor Ostrom, również noblistki. Wszystkie te książki mają wspólny wątek dotyczący...
Zaufania?
Właśnie. Phelps pisze, że bez zaufania między pracodawcą a pracobiorcą nie będzie dobrej pracy. Miller i Wedell-Wedelsborg oraz Senor i Singer dowodzą, że zaufanie to podstawa tworzenia innowacji. U Koźmińskiego znajdziemy zdanie, że dobry przywódca darzy konieczną porcją zaufania nawet wrogów. Ostrom z kolei wykazuje, że jeśli dysponowanie własnością wspólną opiera się na zaufaniu, owocuje to efektywnością.
Wróćmy na koniec ze świata idei do brutalnej rzeczywistości. Kto bardziej przyczynił się do pogłębienia erozji zaufania: ci, co podsłuchali, czy ci, co się na taśmach skompromitowali?
Świat nie składa się z samych aniołów, bo gdyby tak było, nie byłyby potrzebne żadne regulacje prawne ani władze. Tak jednak nie jest. I dlatego w imię dobra i porządku społecznego trzeba dbać o system wartości. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Nieprzyzwoite są rozmowy funkcjonariuszy państwowych prowadzone w taki sposób, jak to przedstawiono na nagraniach. Ale nieprzyzwoite jest również podsłuchiwanie. A cel nie zawsze uświęca środki.
Czyli co robić?
Istotna jest jakość prawa i skuteczne, mądre jego egzekwowanie. Jednak samo prawo, nawet najlepsze, nie wystarczy. Dlatego warto mimo wszystko darzyć ludzi zaufaniem. Dla własnego dobra. Wzmacniajmy, a nie demontujmy ten fundament.
@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.00000210a.802.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
Elżbieta Mączyńska profesor ekonomii i prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wykłada w Szkole Głównej Handlowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu