Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zachód czy Wschód

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Opinia

Profesor Henryk Samsonowicz, badacz miast średniowiecznych, ujął kiedyś lapidarnie i niezwykle trafnie różnicę pomiędzy miastem zachodnim a wschodnim. Zachodnie tworzone jest na podstawie prawa i to nie tylko od czasów prawa magdeburskiego. Rzymska Lex municipium to czasy jeszcze przedchrześcijańskie - 45 r. p.n.e. Zasady lokalizacji określane są w znanym danemu porządkowi akcie normatywnym, czyli skierowanym do nieograniczonej liczby abstrakcyjnych adresatów. Aktami normatywnymi regulującymi tworzenie miasta już istniejącego są ustawy, ale dziś także plan miejscowy, który w naszych warunkach jest aktem prawa miejscowego, zaliczonego do aktów normatywnych konstytucyjnie.

A zatem najpierw lokalizacja miasta i plan jego rozbudowy w formie odpowiedniego aktu normatywnego o charakterze powszechnym, a dopiero potem, w jego wykonaniu, jakaś decyzja administracyjna w postaci indywidualnego aktu administracyjnego adresowanego do konkretnego podmiotu.

A jak było i jest na Wschodzie? Zmęczony wojnami zwycięski wódz osiada w jakimś miejscu, z czasem namiot zamienia na zamek. Otacza go murem, a wszystko, co powstaje wewnątrz ogrodzenia i na podgrodziu, uzależnione jest od zgody jego lub jego sług (ministrów). Po łacinie minister to sługa.

Jednym słowem: na Zachodzie prawo, na Wschodzie wola wodza. Gdzie jesteśmy z tego punktu widzenia my? Wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka, że na Zachodzie - przecież mamy ustawy o zasadach gospodarowania przestrzennego. Niestety nie wszędzie są plany zagospodarowania przestrzennego, czyli akty normatywne, czyli prawo. Nawet jeśli na początku transformacji jakieś były, to jednym aktem z 1994 r. je zlikwidowano, otwierając drogę do tzw. wuzetki z osławionym prawem sąsiedztwa.

To nie przypadek, że wszystkie osoby szczególnie zasłużone dla polskiej samorządności (Jerzy Regulski, Walerian Pańko, Michał Kulesza) wcześniej zajmowały się profesjonalnie gospodarką przestrzenną. Niżej podpisany dołączył do tego towarzystwa dopiero przy Okrągłym Stole, poszukując w samorządzie fundamentu demokracji w ogóle. A swoją drogą, wychowany w Sandomierzu, po prostu wszędzie indziej cierpię z powodu nielogiczności i braku estetyki w planowaniu miast. Dotyczy to niestety także prawobrzeżnego Sandomierza zbudowanego łącznie z hutą szkła na terenach zalewowych. Ale skoro pszenica miała rosnąć na Syberii, to dlaczego by nie zbudować dużej fabryki w odległości 50 metrów od wałów przeciwpowodziowych...

Powie ktoś, że przecież prawo sąsiedztwa przyszło z Niemiec, i to zachodnich. To prawda, ale stosowane jest tam z poszanowaniem dla zasad gospodarowania przestrzennego i absolutnie wyjątkowo. U nas to, co tam wyjątkowe, stało się zasadą. Tam chodzi o bezpośrednie sąsiedztwo, a u nas sąsiadów z punktu widzenia wuzetki może rozdzielać nawet las.

Widzimy się już na Zachodzie, ale przestrzenią rządzimy tak jak na Wschodzie. Nieliczne bowiem samorządy doceniają wagę planowania przestrzennego, a dla większości to po prostu niepotrzebna i droga zabawa. Tymczasem wymyśla się ostatnio takie przepisy, które z pozycji województwa samorządowego będą określały prawem miejscowym "dopuszczalne materiały stosowane do budowy budynków, dopuszczalną kolorystykę obiektów budowlanych, rozwiązania detali architektonicznych elewacji, w tym drzwi i okien uwzględniających lokalne tradycje budowlane" (druk sejmowy nr 1525, art. 9 projektu) - jakby ludzie w gminach byli na tyle głupi, że nie potrafią decydować, co jest charakterystyczne dla ich lokalności, a potrzeba im do tego radnych pochodzących przede wszystkim z innych miejscowości, bo tak jest w przypadku sejmiku.

A gdzie zasada pomocniczości? A gdzie zasada braku nadrzędności sejmiku wojewódzkiego nad powiatami i gminami, co tak podkreślaliśmy w reformie z 1998 r.? A gdzie Europejska karta samorządu lokalnego, w której mowa o zasadzie całkowitych i wyłącznych kompetencji społeczności lokalnych w sprawach im przyznanych?

@RY1@i02/2014/127/i02.2014.127.000000500.802.jpg@RY2@

Jerzy Stępień b. prezes Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień

b. prezes Trybunału Konstytucyjnego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.