Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Mądrzy, przezorni, przedsiębiorczy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Jak bumerang wraca powiedzenie "od powietrza, głodu ognia i wojny zachowaj nas...". To stara polska modlitwa. Są powodzie, huragany, ale też walą się kamienice, na dziurach w drogach mieszkańcy łamią nogi. I może dlatego, zamiast "jak trwoga to do Boga", trzeba racjonalnie spojrzeć na możliwość ubezpieczenia się nie tylko od klęsk żywiołowych, lecz także od mniejszych zdarzeń. O indywidualnych ubezpieczeniach decydujemy sami. Mamy rozum i wolną wolę. Jednak część mienia w gminie czy mieście jest wspólna, nasza. To szkoły, szpitale, drogi, a także np. ogrody zoologiczne, parki krajobrazowe. Pytanie, gdzie to mienie ubezpieczyć. Chwytliwy jest pomysł towarzystw ubezpieczeń wzajemnych. Kusi niska składka. Pomysł nie jest nowy, funkcjonuje od początku ubiegłego wieku, w wielu krajach Europy do dziś z powodzeniem. Zasadą jest wspomaganie się gmin, co wpisuje się w ideę samorządności. Jednak, choć idea piękna, to w naszej rzeczywistości chyba na razie nie ma racji bytu. Samorządy idą utartą ścieżką. Ubezpieczają mienie, co ważne, zakładając własne lokalne ryzyko, w uznanych firmach ubezpieczeniowych. Czy to dobrze? Nie można jednoznacznie oceniać, ale trudno się dziwić, że miasta i gminy wolą sprawdzone metody dbania o komunalne mienie niż eksperymentowanie z ubezpieczeniami wzajemnymi. To przykład zachowawczego myślenia, wcale nie jedyny, jeśli chodzi o samorządy. Nie uznaję jednak tego określenia za pejoratywne. Podobnie bowiem jest z inwestowaniem w systemie partnerstwa publiczno- -prywatnego. Samorządy wolą sprawdzone metody przetargów na budowę drogi, szkoły, domu kultury. I trudno się im dziwić. Skoro ścieżki są przetarte, gmina dobrze funkcjonuje, to może rewolucja niepotrzebna. Nie trzeba gnać do przodu, chwytać się nowinek. Bo, jak mówią nasi wschodni bracia, "tisze jedziesz, dalsze budziesz". A inwestorzy też nie kwapią się do inwestycyjnej współpracy z samorządami. Może dlatego, że to nie jest wcale aż tak wielki biznes. Po 25 latach samorządności nie wypracowaliśmy jeszcze form współpracy między lokalnymi społecznościami a biznesem. Niejednokrotnie samorządy, które szukały firm chętnych do wyłożenia pieniędzy w partnerstwie z gminą, wcale takich nie znalazły. Może to nie tylko efekt młodej demokracji i młodego, agresywnego prywatnego biznesu? Może to błąd w sztuce: ustaw, przepisów, rozporządzeń państwowych. Trzeba też wziąć pod uwagę, że samorządom, które nie do końca mogą same się rządzić, przybywa ogólnopaństwowych zadań. Muszą rozliczać się z darmowych podręczników, zadbać o kartę dużej rodziny. Za tę ostatnią państwo zapłaci. Za druczek. Resztę ulg i tak musi sfinansować gmina. Przykłady można mnożyć. Co prawda idea samorządności to nie "wolnoć Tomku w swoim domku", ale warto pamiętać, co jej przyświecało. Decentralizacja i możliwość kształtowania najbliższego otoczenia. Bo kraj żyje przecież siłą i bogactwem miast, gmin. Państwo powinno w tym pomagać, nie utrudniać.

@RY1@i02/2014/117/i02.2014.117.088000100.802.jpg@RY2@

Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego

Monika Górecka-Czuryłło

zastępca redaktora prowadzącego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.