Giełda nieczystych interesów
Manipulacje i wykorzystywanie informacji poufnych - czyli zarabianie pieniędzy kosztem innych poprzez np. ustawianie kursów akcji albo robienie użytku z wiedzy, do której inni nie mają dostępu - to prawdziwa zmora rynków finansowych. Podobnie jak korupcji, wytępić się tego nie da - ale można skuteczniej z tym walczyć.
W pierwszych kilkunastu latach działania na naszej giełdzie mieliśmy do czynienia z plagą tego typu przestępstw. Jak w wielu innych przypadkach, problemem było nawet nie to, że nie mieliśmy odpowiednich przepisów, które by regulowały odpowiedzialność za sztuczne zawyżanie lub zaniżanie notowań albo za insider trading. Pies pogrzebany był gdzie indziej. Z początku nadzór finansowy działał opieszale (lub wcale) i nieudolnie, na dodatek w ramach nadzwyczaj skromnych kompetencji. A policja, prokuratura i sądy w ogóle nie miały pojęcia, o co chodzi w przestępstwach giełdowych, i bezradnie rozkładały ręce. Nawet jeśli miały kompletny materiał dowodowy lub wszystko wydawało się oczywiste - jak w tzw. aferze 100 sekund, z którą wymiar sprawiedliwości nie umiał się uporać przez 10 lat. Nawiasem mówiąc, mogliśmy sobie ostatnio o niej przypomnieć nie dlatego, że ktoś postanowił ten kompromitujący przypadek przeanalizować i wyciągnąć konsekwencje, ale dlatego, że jeden z jej bohaterów postanowił robić karierę polityczną.
Z czasem nadzór nabrał doświadczenia, zyskał nowe narzędzia i dodatkowe uprawnienia (może np. administracyjnie karać za niektóre działania). W policji i prokuraturze też widać pewien postęp - ale dalece niewystarczający. Zwłaszcza że w przypadku niektórych manipulacji kluczowe bywają dowody, które można zebrać jedynie w trakcie procederu, nie zaś po.
Bilans? Żadna z poważnych afer giełdowych nie zakończyła się tak, jakby wymagała tego sprawiedliwość. Gdybyśmy patrzyli tylko na wyroki w sądach, doszlibyśmy do wniosku, że nasz rynek był wolny od nieprawidłowości. A jeśli już się zdarzały, to niezwykle rzadko i były tak błahe, że można było je napiętnować tylko symbolicznie. O polskim Madoffie nie przeczytalibyśmy nie tylko dlatego, że nikt nie zgarnął u nas dziesiątek miliardów dolarów, ale również dlatego, że Madoff stracił wszystko: pieniądze i honor. I z więzienia nie wyjdzie.
@RY1@i02/2014/116/i02.2014.116.18300040a.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu Gazeta Prawna
Krzysztof Jedlak
kierownik działu Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu