Dziennik Gazeta Prawana logo

PKB non olet

30 czerwca 2018

Zmieniając zasady obliczania PKB, państwo nie tylko przekształca sposób odzwierciedlania stanu gospodarki, lecz także wysyła do obywateli pewien sygnał. Pytanie, czy jest to sygnał pożądany.

Office for National Statistics (ONS) poinformował pod koniec maja, że do oficjalnych ocen stanu brytyjskiej gospodarki zostaną włączone prostytucja i narkotyki. Przy okazji Associated Press przypomniała, że w Wielkiej Brytanii przy określaniu PKB dotychczas jedynymi uwzględnianymi obszarami nielegalnej działalności były szacunkowe oceny przemytu alkoholu i wyrobów tytoniowych. Tego typu informacje pojawiały się w ostatnich kilkunastu miesiącach w odniesieniu do różnych krajów. Także do Polski. W marcu br. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że wkrótce zacznie wliczać do PKB szacunki dotyczące działalności nielegalnej, prostytucji, handlu narkotykami i przemytu, głównie papierosów i alkoholu.

Konieczność uwzględnienia tego rodzaju aktywności w oficjalnych ocenach stanu gospodarki wynika z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej z 21 maja 2013 r., które wejdzie w życie jesienią bieżącego roku. Ze strony internetowej GUS można się było dowiedzieć, że ostatecznym terminem na dostosowanie się do wymogów UE jest 22 września 2014 r. Im bliżej tej daty, tym częściej można się natknąć w mediach i prywatnych rozmowach na w różnym stopniu kpiarskie komentarze do faktu, że wątpliwe moralnie i prawnie dziedziny aktywności obywateli mają poprawiać wskaźniki odnoszone do produktu krajowego, np. długu publicznego. Już w lipcu ubiegłego roku prof. Ryszard Bugaj z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN mówił: "Jest takie skojarzenie: wyższy PKB to wyższy dobrobyt. Czy wobec tego można uznać, że dobrobyt rośnie, gdy rozwija się prostytucja?".

Choć pokusa strojenia sobie żartów w tej kwestii jest silna, warto jednak spojrzeć na sprawę poważnie.

Zmiana sposobu obliczania PKB nie jest wyłącznie unijną specjalnością. W lipcu ubiegłego roku rząd USA zrewidował sposób obliczania amerykańskiego PKB, zaliczając jako inwestycje własności intelektualne oraz wydatki na badania i rozwój. W rezultacie tego zabiegu można było ogłosić, że gospodarka rosła szybciej. Wzrost PKB w 2012 r. podniesiono z 2,2 do 2,8 proc. Dane przeszacowano mocno wstecz, aż do 1929 r. W dokonanej zmianie nie ma niczego nadzwyczajnego. Bureau of Economic Analysis, amerykańska rządowa agencja odpowiedzialna za publikację gospodarczych danych statystycznych, w dążeniu do lepszego odzwierciedlenia wielkości nowoczesnej gospodarki w coraz większym stopniu opartej na wiedzy, rewiduje metodę obliczania PKB co pięć lat.

Ogłoszona w lipcu ubiegłego roku w USA zmiana sposobu wyliczania PKB może być przez tamtejsze społeczeństwo, a zwłaszcza jego najaktywniejszą w tworzeniu produktu krajowego część, czyli przedsiębiorców, odczytana jako sygnał, podpowiedź na przyszłość, sugestia, jaki rodzaj działalności gospodarczej jest przez państwo mile widziany i dowartościowywany.

W podobnych kategoriach zapewne wielu, mniej lub bardziej świadomie, odbierze wchodzące niebawem w życie unijne rozporządzenie. Jaki sygnał przesyła Parlament Europejski oraz Rada Unii Europejskiej, a za nimi polskie państwo (rząd)?

Od razu po ogłoszeniu rozporządzenia pojawiły się domniemania, że mamy do czynienia z pierwszym krokiem w stronę legalizacji prostytucji. Zwłaszcza że wśród uzasadnień przedstawianych przez część komentatorów niedwuznacznie odwoływano się do faktu jej legalności w niektórych krajach EU. Sprawę na polskim gruncie wyjaśniał latem ubiegłego roku wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski. Główne przesłanie jego tłumaczeń było następujące: Polska nie może zalegalizować prostytucji. Jako uzasadnienie przypomniał, że nasz kraj podpisał konwencję w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji, w związku z czym, jak napisała jedna z gazet, "nie może wymagać od osób zajmujących się lub podejrzanych o prostytucję, by się specjalnie rejestrowały, posiadały specjalny dokument oraz by były objęte specjalnym nadzorem i obowiązkiem zgłaszania się". Wiceminister wyłuszczył też, że państwo nie może pobierać podatków od czynności, które nie mogą być "przedmiotem prawnie skutecznej umowy", a za takie, jako sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, uważane jest świadczenie usług seksualnych.

Nic nie wskazuje również na to, żeby państwo polskie zamierzało w najbliższym czasie zalegalizować narkotyki albo przemyt alkoholu lub papierosów. Nie w tym kierunku idzie więc komunikat, jaki społeczeństwo otrzymuje w związku ze zmianą od jesieni br. sposobu wyliczania PKB. Wygląda na to, że chodzi tu raczej o przesłanie dotykające kwestii etycznych i moralnych.

Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, który ponad dwie dekady temu był szefem GUS, mocno uzasadniał konieczność wprowadzenia wskazanych przez UE zmian. "Chodzi o objęcie rachunkami narodowymi efektów działalności gospodarczej niezależnie od tego, czy jest ona legalna, czy nie. Rzecz w tym, że produkty i usługi wytwarzane w szarej strefie trafiają na rynek i są nabywane z legalnych dochodów, zaś dochody z szarej strefy wydawane są na legalnym rynku. Pomijanie szarej strefy w wymieszanych ze sobą strumieniach produkcji, spożycia i dochodów prowadziłoby do wypaczenia statystyk" - przedkładał w tekście, który jest dostępny w internecie. W innej wypowiedzi stwierdził: "Statystycy nie są od oceny moralnej. Mają pokazać, ile ludzie zarobili i jaka jest konsumpcja".

Z pewnością nie jest zadaniem statystyków ocenianie uzyskanych danych pod kątem moralnym. Nie należy się od nich spodziewać analizowania materiału pod tym względem. Jednak inaczej ma się sprawa z państwem jako instytucją istniejącą dla obywateli. Mają oni prawo oczekiwać, że państwo będzie promować w rozmaity sposób zachowania i działania zgodne z podstawowymi kanonami etycznymi.

Wliczając dane z działalności nielegalnej do PKB, państwo wysyła do swych obywateli sygnał o niejednoznacznej wymowie. Nie każdy ma czas, ochotę i wystarczającą wiedzę, aby wdawać się w roztrząsanie niuansów i dogłębne analizy, na ile pominięcie w statystykach faktu, że efekty nielegalnej działalności są sprzedawane za legalnie uzyskane sumy, a przestępcy swoje nielegalne dochody wydają na legalnie wytworzone towary, wpływa na precyzję wyliczeń statystycznych. Dla wielu ludzi nagłośnione przez media wliczanie do PKB szacunkowych danych dotyczących takich form aktywności, jak prostytucja, handel narkotykami czy przemyt, to wyraźny sygnał ze strony państwa, że zrównuje ono w pewnym sensie wszelkie formy zarabiania i robienia interesów, nie dostrzega różnicy między tym, co legalne, a tym, co uzyskane sprzecznie z prawem. U licznych obywateli może zrodzić się skojarzenie z myśleniem obecnym w przypisywanym cesarzowi Wespazjanowi powiedzeniu "Pecunia non olet". "Pieniądze nie śmierdzą", nie ma więc znaczenia ich pochodzenie. Można odnieść wrażenie, że właśnie państwa Unii Europejskiej wysyłają do swych obywateli przekaz "PKB non olet". Ważne, żeby był jak najwyższy. Choć trudno ustalić, na ile świadomie to robią.

Wliczając dane z działalności nielegalnej do PKB, państwo wysyła do obywateli sygnał o niejednoznacznej wymowie. Że zrównuje w pewnym sensie wszelkie formy zarabiania i robienia interesów, nie dostrzega różnicy między tym, co legalne, a tym, co uzyskane sprzecznie z prawem

@RY1@i02/2014/114/i02.2014.114.00000210b.803.jpg@RY2@

ks. Artur Stopka ksiądz katolicki, w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego", twórca serwisu Wiara.pl

ks. Artur Stopka

ksiądz katolicki, w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego", twórca serwisu Wiara.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.