Jeszcze poczekamy na medyczne Schengen
Dziś po raz kolejny zbiera się specjalna sejmowa podkomisja, która ma za zadanie wypracować ostateczny, zgodny z literą i duchem unijnej dyrektywy, projekt polskiej ustawy, która ułatwi nam leczenie za granicą. Podkomisja miała zakończyć prace w maju. Na jej zamówienie powstały trzy ekspertyzy przygotowane przez legislatorów Biura Analiz Sejmowych. We wszystkich pojawia się ten sam wątek: ograniczenia w dostępie do swobodnego leczenia, które przewidują polskie przepisy, są zbyt daleko idące i niezgodne z dyrektywą. Takie rozwiązania prawne narażają Polskę na postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Posłowie, zamiast przyjąć to do wiadomości i szybko zabrać się do pracy nad poprawianiem przepisów, zlecili kolejną ekspertyzę. Ma ją przygotować niezależny ekspert z zewnętrznej kancelarii. Nie wiem, od kogo byli zależni (jeśli w ogóle byli) prawnicy Biura Analiz Sejmowych, ale wiem, że szukanie prawnika, który napisze opinię koniecznie potwierdzającą pełną zgodność polskiej regulacji z dyrektywą, może potrwać. A to nie jest dobry prognostyk dla posłów, którzy szybko powinni się uporać z trudną ustawą, a jeszcze gorszy dla pacjentów, którym do czasu uchwalenia polskich przepisów pozostaje dochodzenie roszczeń za leczenie za granicą na drodze sądowej.
Tymczasem mamy już 7 miesięcy opóźnienia w dostosowaniu rodzimych przepisów unijnej dyrektywy transgranicznej. Dokument ten to takie medyczne Schengen, a jego założenie jest proste: pacjenci, którzy we własnym kraju mają utrudniony dostęp do opieki medycznej, mieli zyskać szansę szybszego leczenia za granicą. Co prawda muszą za nie zapłacić z własnej kieszeni, ale bezproblemowo mają odzyskać zwrot przynajmniej części poniesionych wydatków od krajowego ubezpieczyciela. Wizja gigantycznych rachunków za leczenie w UE tak wystraszyła decydentów, że zrobili dotąd wszystko, aby opóźnić wejście w życie tej regulacji w Polsce. Po siedmiu miesiącach poślizgu wciąż nie wiadomo, kiedy polska ustawa regulująca zasady rozliczeń z pacjentami wejdzie w życie. Miało to nastąpić najpierw w styczniu tego roku, potem na wiosnę. Najnowszy hipotetyczny termin jej uchwalenia to lipiec. Już wiadomo, że będzie go trudno dotrzymać.
@RY1@i02/2014/108/i02.2014.108.183000800.802.jpg@RY2@
Beata Lisowska dziennikarz Gazety Prawnej
Beata Lisowska
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu