Pochwała lumpeksów
Przed tygodniem redakcyjni koledzy z "Notesu konsumenta" zajęli się handlem odzieżą używaną. Po lekturze ich doniesień poczułam się niedomyta i brudna, a kurz i fetor odczuwałam nieomalże fizycznie. Koledzy - jak to mężczyźni - podeszli bowiem do tematu pryncypialnie i popatrzyli na rzecz całą z perspektywy urzędu. W tym wypadku sanepidu, Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Inspekcji Handlowej. Tytuły "Brudny handel" czy "Śmieci Europy" mówią same za siebie.
Ja podejdę do tematu po babsku, czyli praktycznie. Popieram lumpeksy, a jeden nawet mam ulubiony, na co z pewnością niejaki wpływ ma osobowość pani Wiesi, która zdążyła już poznać gust stałych klientek i wręcz podpowiada, co dziś jest godne uwagi. Tak jak i inne sklepy, lumpeksy są lepsze i gorsze. Nie polecam tych, gdzie ciuchy walają się na stertach i gdzie unosi się niemiły zapaszek starzyzny. Są natomiast takie, gdzie wszystko jest uprasowane, wisi porządnie na wieszakach - oddzielnie marynarki, bluzki, spódnice itd. - i gdzie trafiają się nawet rzeczy nowe. Zakupy w lumpeksach mają wiele zalet, ale niosą ze sobą również pewne niebezpieczeństwa.
Główną ich zaletą są niskie ceny. Jako społeczeństwo ubożejemy, wydatki na ubranie nie są zatem z rodzaju tych pierwszej potrzeby, a tutaj można znaleźć kreację za grosik. Nie wszyscy ich właściciele zdają sobie z tego sprawę. Ostatnio osłupiałam, gdy ekspedientka za używaną kamizelkę zażądała 15 zł. Ponieważ kupuje się tu tanio, niektóre panie skrzętnie ukrywają później fakt pochodzenia całkiem interesującego ciucha.
Jest to raj dla osób o numeracji XXL. U nas ciągle się o grubasach nie myśli i próba kupienia choćby dżinsów naprawdę dużych to droga przez mękę. To także świetne miejsce dla kobiet, które nie chcą ubierać się tuzinkowo i potrafią wypatrzeć coś ekstra. To wreszcie źródło znakomitych autentyków, co ważne jest głównie dla nastolatków, bo tylko one wyglądają dobrze w ciuchach, które ich matki "już przerabiały". A obecna moda wraca do pomysłów ostatnich kilkudziesięciu lat. Lumpeksy to też recepta na sukces na wielkie wyjście. Trzeba tylko pomyśleć o tym wcześniej i cierpliwie szukać. Można trafić coś naprawdę atrakcyjnego. Tym sposobem w wieczór sylwestrowy zadawałam szpanu w znakomitej czerwonej sukni z fiszbinami. Koleżanki, po usłyszeniu ceny, zieleniały z zazdrości.
Jakie niebezpieczeństwa kryją się w robieniu zakupów w lumpeksach? Traci się sporo czasu, bowiem trzeba tam często zaglądać. Ponieważ rzeczy są tanie, wydaje się nam, że to okazja, i bardzo często kupujemy coś, co w ogóle nie jest nam potrzebne i potem piętrzące się stosy zalegają szafę, a my czynimy sobie wyrzuty sumienia, że za te pieniądze to ho, ho... Z powodów, które powyżej, odzywa się w nas instynkt myśliwego, który każe kupować coraz częściej i coraz więcej. Ostrzegam lojalnie, ponieważ doświadczyłam tego na własnej skórze. Usprawiedliwieniem mógłby być fakt, że należę do pokolenia "pustych półek" i na tzw. zakupy jeździło się na prowincję, aby tam właśnie coś "upolować". Ale jak w każdym nałogu, tak i w tym, można się, na szczęście, opamiętać.
Alicja
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu