Wybrzydzają, ale ważniejsze, że kupują
Rok temu opisywałam zdziwienie, które przeżyłam, słysząc, jak znajomi z Czech wybrzydzają na polskie jedzenie (efekt afery solnej, chorych świń etc.). Wówczas poczułam przypływ nieznanego mi dotąd gospodarczego patriotyzmu, ale nie udało mi się nikogo przekonać, że nasze ciastka i mięso nie są gorsze od czeskich (cała dyskusja toczyła się w apogeum czeskiej afery alkoholowej, która miała na swoim koncie śmiertelne ofiary). Później z niepokojem śledziłam informacje w czeskich mediach wykazujące słabą jakość produktów naszego przemysłu spożywczego, a także o tym, jak to wyhamował nasz eksport do Czech.
Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy w zeszłym tygodniu natrafiłam na informację, że mimo czarnego PR Czesi, choć narzekali na nasze jedzenie, pozostali mu wierni. Wprawdzie spadliśmy z drugiego na trzecie miejsce wśród państw sprzedających tam żywność (nasi południowi sąsiedzi nadal chętniej sięgają po brytyjskie i niemieckie marki), ale do Czech trafiły w zeszłym roku polskie produkty za 23,5 mld koron, co zdaniem ekspertów jest świetnym wynikiem. Wystarczy przytoczyć jeden z tytułów: "Opinia o polskich produktach jest bardzo zła, mimo to import bije rekordy". Wyszło na jaw, że polskie jedzenie ma swoich lojalnych fanów.
Zdaniem dziennikarzy na dobre wyniki naszego eksportu produktów spożywczych do Czech mogły mieć również wpływ działania polskiego rządu i zorganizowana przez niego wielka kampania reklamowa. Początek nie był zbyt fortunny - pierwszy dzień akcji zbiegł się z publikacją największego czeskiego tabloidu "Blesk" pod wymownym tytułem "Szokujące wyznania polskiego ministra: do Czech wysyłamy paskudztwa". Ale później akcja "Made in Poland" nie budziła już takich kontrowersji.
Co prawda nieprzyjazny trend się odwrócił, jednak sytuacja jest nadal napięta. Przepytani przez czeskich dziennikarzy polscy przedsiębiorcy przyznają, że jest im trudno i często napotykają w Czechach duży brak zaufania. Ponadto niedawne wybory wygrała partia miliardera Andreja Babisza, który jest właścicielem największej czeskiej firmy chemiczno-spożywczej. Choć Babisz został ministrem finansów, to na razie nie zrobił nic, co mogłoby naprawdę zaniepokoić polskie firmy. Sam zaś komentował ich obawy jako bzdury.
Jak można się spodziewać, najczęściej polska żywność przyciąga czeską klientelę niskimi cenami. Ale w przeprowadzonych w zeszłym roku ślepych testach (ankietowani próbowali różnych produktów, nie znając ich miejsca pochodzenia ani marki) polskie produkty wypadły niezwykle dobrze - Czesi wiele z nich uznali za smaczniejsze niż rodzime. Nawet piwo.
@RY1@i02/2014/070/i02.2014.070.00000070b.802.jpg@RY2@
Klara Klinger dziennikarka działu Dziennik
Klara Klinger
dziennikarka działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu