Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Prędkość zabija? Bzdura!

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Po publikacji felietonu, w którym znęcałem się nad tymi, którzy po autostradach jeżdżą 90-110 km/h, napisał do mnie pan Piotr. Spodziewałem się, że wyleje na mnie wiadro pomyj, ale on oblał mnie wiadrem miodu. Stwierdził, że dla niego bezpieczna prędkość na autostradzie to 200 km/h. Nie pochwalił się niestety, w jakim aucie czuje się pewnie w takich warunkach, ale na pewno nie jest to hyundai i30. Jeździłem nim i wiem, że nie jest on w stanie osiągnąć takiej prędkości. Co prawda Koreańczycy twierdzą, że wersja ze 135-konnym benzyniakiem dobija do 195 km/h, ale ponoć nikomu na świecie jeszcze się to nie udało. Raz próbowali sami Koreańczycy - wypuścili auto na zamknięty tor z łagodnymi zakrętami i długimi prostymi. Zanim jednak i30 zdążył osiągnąć 195 km/h, skończyło mu się paliwo - tak żwawy jest ten samochód. Martwy żółw ma więcej wigoru niż on. A szkoda, bo bardzo spodobały mi się wygląd i30, zawieszenie, przestronność wnętrza i ruda tapicerka. Niemniej poświęcenie mu całego felietonu oznaczałoby, że umarlibyście z nudów już przy kolejnym zdaniu. Dlatego na tym poprzestanę - i dla dobra waszego, i dla dobra Hyundaia.

A teraz wrócę do prędkości. Ustawodawca uznał, że bezpieczna prędkość na autostradzie to 140-150 km/h, producenci samochodów zaś pozwalają im się rozpędzać do 180, 200 czy nawet 250 km/h. Czyli, jak mniemam, sprawdzili organoleptycznie, że przy 250 km/h ich produkty nie odrywają się od ziemi, nie rozpadają się w drobny mak po najechaniu na ziarnko piasku i nie ma zagrożenia, że ich hamulce zamienią się w kupkę popiołu już przy pierwszym muśnięciu stopą środkowego pedału.

Obawiam się, że ustawodawcy ani producenci aut nie mają racji. "Bezpieczną prędkość" konkretnego modelu wyznacza zupełnie co innego - ilość skupienia i pracy, jaką musicie włożyć w utrzymanie go na asfalcie. Wyjaśnię to na przykładzie mitsubishi ASX. Od jazdy tym autem 160 km/h nabawiłem się odcisków na dłoniach, tak mocno musiałem trzymać kierownicę. Bo nie miałem pewności, czy przy tej prędkości przednie koła jeszcze dotykają asfaltu, czy już chmur. W skupieniu uwagi na drodze dodatkowo przeszkadzały mi ogromny hałas i napięcie w pośladkach wywołane stresem. Innymi słowy - 160 km/h w przypadku ASX nie jest prędkością bezpieczną. Nie powinno zatem być też prędkością maksymalną. Co innego porsche panamera. 200 km/h dla tego auta jest jak 60 km/h dla mitsubishi. Kiedyś miałem okazję prowadzić wersję turbo na zamkniętej drodze ponad 300 km/h i nie byłem ani trochę spięty. Gdy wyjechałem na autostradę i zwolniłem do 140 km/h, myślałem, że stoję. Wniosek: w przypadku panamery jazda 300 na godzinę jest bezpieczniejsza niż toczenie się 140 km/h. Nie żartuję.

Moje dotychczasowe doświadczenia pokazują, że "bezpieczna prędkość" w przypadku większości produkowanych samochodów kompaktowych wynosi 160-180 km/h, limuzyn to 200 km/h, a samochody klasy BMW serii 5 czy mercedesa E na luzie można prowadzić jakieś 220 km/h. Dopiero powyżej tych wartości robi się nerwowo. Dużo wolniejsza jazda poważnie osłabia koncentrację - nic się nie dzieje, więc w końcu zasypiacie i budzicie się dopiero w momencie, gdy z maski waszego auta wystaje filar wiaduktu.

Mówiąc wprost - sztywne ograniczanie prędkości do 140 km/h jest głupotą. To tak, jakby operator komórkowy pozwalał wam na maksymalnie dwuminutowe rozmowy, uznając, że dłuższe mogą uszkodzić wam słuch. Albo jakbyście mogli kupić jednorazowo tylko trzy jajka, bo przecież większa ilość mogłaby podnieść wam cholesterol i w efekcie was zabić. Nikt jednak tych kwestii nie reguluje. Dlaczego zatem każe się nam jeździć wolniej, niż wynika to z możliwości naszych aut?

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia naszych umiejętności, ale i ten problem można rozwiązać - każdy kierowca po roku oswajania się z kierownicą na polskich drogach powinien być obowiązkowo wysyłany na czteropasmowy odcinek niemieckiej autostrady, na którym nie obowiązują ograniczenia prędkości. Kto przeżyłby w takich warunkach godzinę, miałby prawo powrotu do kraju i zasuwania po naszych autostradach tyle, ile mu się podoba. Ci, którzy nie zdaliby takiego egzaminu, traciliby życie lub prawo jazdy. Ewentualnie można by nakazać im przesiadkę do hyundaia i30 i zakazać jazdy po autostradach. Chociaż zaraz, zaraz. Właśnie przeczytałem, że model ten oferowany jest również ze 128-konnym dieslem. I przypomniałem sobie, że kiedyś jeździłem kią ceed z tym motorem i bardzo spodobał mi się jego temperament. Całkiem prawdopodobne, że istnieje również wersja i30 stworzona do dynamicznej jazdy autostradą. A skoro już nawet Koreańczycy nauczyli się produkować samochody pozwalające jeździć szybko i bezpiecznie, to naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak zaciekle bronimy się przed zniesieniem limitów prędkości na drogach szybkiego ruchu. To nie prędkość zabija, tylko jej nagła utrata. Na autostradzie jest to możliwe tylko w jednym wypadku - gdy przywalicie w filar wiaduktu. Czyli gdy zaśniecie, tocząc się 140 km/h.

@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.00000170b.803.jpg@RY2@

Hyundai i30

@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.00000170b.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąkzastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.