Niewolnicy tabloidów
Ani nie jestem zwolennikiem kary śmierci, ani namiętnym czytelnikiem kolorówek. A jednak muszę przyznać, że w pierwszym odruchu na wieść o kolejnej tragedii, w której jakiś zwyrodnialec zakatował (lub prawie) dziecko, mam ochotę posłać delikwenta na krzesło elektryczne. Taka histeryczna reakcja dotyka większości z nas, co udowadniają badania socjologiczne. Poparcie dla kary śmierci zwiększa się po ujawnieniu przez media makabrycznego przestępstwa, a potem spada do stałego poziomu. I tak jest za każdym razem, kiedy skutkiem łamania prawa jest śmierć. Społeczeństwo oczekuje, że coś trzeba zrobić, a najłatwiej jest zmienić prawo. Jak? Zaostrzając kary.
Po tragedii w Kamieniu Pomorskim, gdzie 26-letni pijany kierowca wjechał w grupę ośmiu osób, sześć z nich zabijając na miejscu, znowu trąbi się o zaostrzeniu kar dla pijanych kierowców. A jest to najgorsze, co można teraz zrobić. Sankcje nie muszą być wysokie, lecz nieuchronne.
Co jest złego w akcji "Trzeźwy poranek"? To akcja, a nie systemowe działanie. I tak nie wychwycimy wszystkich pijanych, ale z drugiej strony może być tak, że policja po dwa razy łapie kobietę na jeździe pod wpływem, sądy nie odbierają jej prawa jazdy, a ta wjeżdża potem autem do przejścia podziemnego. Zasada zero tolerancji musi być stosowana przez wszystkich: policję, sądy i nas samych. Nawet najsurowsze prawo nas nie ochroni, jeśli brak nam wiedzy i wyobraźni. Lecz do tego potrzebna jest edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja.
@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.18300080a.802.jpg@RY2@
Piotr Szymaniak dziennikarz działu prawo
Piotr Szymaniak
dziennikarz działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu