Dziennik Gazeta Prawana logo

W dziwacznej dolinie

30 czerwca 2018

Ach, to dziwne uczucie, kiedy przystojny mężczyzna kupuje ci drinka w klubie, a tu nagle otwiera mu się czoło, wysuwa się z niego metalowe ramię i wrzuca parasolkę do twojej pina colady... prawda?

Nie wiem, czy prawda, bo nikt mi już dawno nie kupił drinka w klubie, a gdyby nawet, to raczej wzięłabym Bloody Mary. Ale wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji pewnie przeszedłby mnie mocny dreszcz - bo tak reagują ludzie, gdy widzą, że coś wygląda prawie jak człowiek, ale trochę jak robot.

Po angielsku jest na to określenie: "uncanny valley". Według Masahiro Moriego, profesora robotyki, ludzie wolą, gdy robot ma jakieś cechy humanoidalne - na przykład oczka takie, jak popularna zabawka Furby. Im bardziej ludzki robot, tym lepszy, krzywa sympatii rośnie, aż... aż nasz mechaniczny przyjaciel zaczyna wyglądać prawie jak człowiek, tylko zdradza go pewna sztywność mowy, powolność powieki. Wtedy pojawia się dreszcz, niesmak, poczucie zagrożenia; krzywa estetycznej akceptacji z hukiem opada (to właśnie ta dziwaczna dolina), żeby urosnąć znowu, gdy mamy do czynienia już z perfekcyjnym androidem (jak z filmów Ridleya Scotta).

Najczęściej doświadczam takiej dziwności jako klient banków. - Witamy, pani Karolino, tu Bank X. Jest pani naszą klientką od tak dawna, może by tak kartę kredytową? Będzie fajnie... - mówi Człowiek. - Nie - odpowiadam automatycznie, bo tak mi się już jakoś zrobiło, że jak ktoś dzwoni, to mówię "nie". Ale potem siedzę sobie na zydlu w kuchni i myślę: "A czemu nie?". Dzwonię na infolinię. - Po-daj-czwar-tą-cyf-rę-te-le-ko-du - mówi bank i wysuwa z czoła metalowe ramię. Podaję, ale źle. Łączą mnie z operatorem. - Ach, witam - mówi Drugi Człowiek. - Muszę panią zweryfikować. Czy może się pani zalogować do systemu? Mogłabym, tylko źle wstukuję 20-cyfrowe hasło. Trzy razy. Zablokowany dostęp mogę odblokować, podając pią-tą-cy-frę-te-le-ko-du, PESEL i wzór na pole trapezu. Kartę dostanę, jeśli system przetrawi moje wydatki.

To i tak mniej dziwacznie niż w Stanach, gdzie przez sześć lat korzystałam z usług banku i innych instytucji. W telefonie mówili do mnie bardzo mili ludzie, trudno było zauważyć, że z taśmy. Zamiast wstukiwać telekody, można było je mówić do słuchawki (jak w rozmowie z człowiekiem!), ale system rozpoznawania mowy nie lubił polskiego akcentu. - Fajf siks ejt - wrzeszczałam po raz setny, rwąc włosy z głowy. - Jeśli masz na myśli trzy dwa pięć, potwierdź krzyżykiem. - Nie! Przecież mówię fajf siks ejt! - Command not recognized. Learn how to speak, you idiot.

Za każdym razem, gdy poczułam się komfortowo w interakcji, z głowy Systemu wyskakiwało metalowe ramię.

Kapitalizm do spółki z technologią coraz częściej fundują nam pobyt w dziwacznej dolinie. Instytucje zachęcają nas ludzką twarzą (albo zwierzęcą - w jednym z banków na przykład do wzięcia kredytu hipotecznego zachęcały niedawno dwie wesołe sowy). Potem zaś dostajemy z plaskacza wiązką drutu. To nieuniknione, ale rodzi pewien problem cywilizacyjny.

Uncanny valley to bowiem zjawisko w zasadzie biologiczne, reakcja na to, że naturalne gatunkowe zaufanie zostało wykorzystane i zawiedzione. To stąd ten dreszcz: oto pod płaszczykiem zwyczajności pojawia się nieludzkie. Weszliśmy w kontakt, zakładając, że nasze emocje (wzajemne zrozumienie, może wdzięczność za załatwioną sprawę, złość, gdy nas potraktują źle) są na miejscu. A tu ramię z głowy i druty z oka. Na kogo się złościć? Ufać? Kogo winić? Z czym, do diabła, mamy do czynienia? Nie ma naturalności, instynkty są bezużyteczne. Nasz całkiem sensowny gatunek jest nagle permanentnie skołowany.

No i bierzemy tego drinka z rąk przystojniaka z dziurą w czole, chociaż czujemy niesmak i mamy dreszcze. Zakochać się? Uciekać? Jeszcze nie wiemy i długo nie będziemy wiedzieć. Żeby w tym klubie jakoś funkcjonować, musimy chyba wejść na nowy etap ewolucji.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.00000150d.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam, etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewesta,

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.