Nie warto bronić urzędniczej trzynastki
Trzeba mieć silną osobowość, aby łapać się za bary z systemem wynagradzania urzędników. Do tej pory wszyscy delikatnie sugerowali, że obecny system wynagradzania w administracji rządowej jest skostniały, ale nikt na poważnie nie chciał podejść do tematu. Pamiętam, co się robiło po słowach byłego już przewodniczącego Rady Służby Cywilnej Adama Leszkiewicza, gdy w wywiadzie dla DGP w 2009 r. mówił, że urzędnicy otrzymują pensje za samo przychodzenie do pracy, a nie za jej efekty. Jeszcze większa burza się rozpętała, gdy były szef służby cywilnej zastanawiał się nad ograniczeniem trzynastki do jej pięciu procent wartości i podziałem pozostałych środków dla najlepszych urzędników. Wtedy podniósł się lament: jak to, przecież są to prawa nabyte, urzędnik, który przychodzi do pracy, zapoznaje się z zasadami jego wynagradzania i tego się trzyma. Nie można zmieniać zasad gry w jej trakcje - grzmieli związkowcy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.