Kronika władzy absolutnej
Liberałowie nadawali ton debacie publicznej przez minione ćwierćwiecze. Dziś ich władza przestaje być wszechpotężna. Jak na to reagują?
"Liberalizm polski" jest grubym oraz ładnie wydanym tomiszczem (prawie 600 stron), na które składa się kilkadziesiąt tekstów publikowanych od lat 80. w gdańskim "Przeglądzie Politycznym". Jeśli ktoś nie słyszał o tym kwartalniku, z pewnością wiele powie mu o nim lista osób w nim publikujących, m.in.: Donald Tusk, Witold Gadomski, Jan Krzysztof Bielecki, Janusz Lewandowski, Janusz Majcherek, Paweł Śpiewak, Ireneusz Krzemiński i Maciej Zięba. Nie można też zapomnieć o przyjaźniących się z nim Leszku Balcerowiczu i Marcinie Królu (twórcy konkurencyjnej liberalnej "Res Publiki"). "PP" to coś więcej niż niszowy magazyn, którym może się wydawać, jeśli oceniać go po nakładzie. To głos polityczno-intelektualnej elity III RP.
Wybór tekstów to nieco chaotyczny przegląd autorów i poruszanych przez nich problemów. Są tam pachnące wolnorynkowym fundamentalizmem materiały, jak rozmowa Gadomskiego z Balcerowiczem "Przeciw apologii państwa", ale pojawiają się też teksty - choćby artykuł Andrzeja Walickiego "Nieporozumienia wokół liberalizmu" - otwarcie ten radykalizm krytykujące. A nawet zarzucające liberałom ekonomicznym wrogie przejęcie i kompromitację samego terminu "liberalizm". Próbą uporządkowania chaosu jest otwierający książkę tekst socjologa Ireneusza Krzemińskiego "Liberalny wybór". I choć nie ujmuje on wszystkich poruszonych w książce wątków, może stanowić dobry punkt wyjścia do dyskusji. Krzemiński pisał ten tekst na początku 2015 r. i zaczyna go od narzekania, że "w modzie jest ostatnio krytykowanie i oczernianie liberalizmu". To poważny zarzut. I dosyć dobrze pokazujący, że zbyt długotrwałe panowanie liberałów intelektualnie trochę rozleniwiło.
Bo cóż to za argument, że coś jest "modne"? Czy modna krytyka liberalizmu nie może być zasadna? Dlaczego sugeruje, że taka krytyka jest pójściem na łatwiznę i na pewno brak jej intelektualnego pogłębienia? Można by tu - nieco złośliwie - odbić piłeczkę i powiedzieć, że wśród liberałów też zapanowała pewna moda. Zamiast odnosić się do konkretnych ideowych zarzutów, mówią, że te zarzuty są nic niewarte, bo to tylko taka moda, która dziś jest, a jutro przeminie. Czy to jest poważne traktowanie adwersarza?
Ale dość złośliwości. Bo do rozważenia pozostał jeszcze drugi problem, który Krzemiński nazywa "oczernianiem" liberalizmu. Zgadzam się z nim co do jednego: taki zbiór jak "Liberalizm polski" pokazuje, że minione 25-lecie nie było takie proste. I że warto krajowy liberalizm poznać, zanim się zakrzyknie "liberały-aferały". Ale czy naprawdę jest po tej liberalnej i wielce zasłużonej stronie gotowość na dyskusję z tymi, którzy przeczytali, przemyśleli i nadal podtrzymują swoją krytyczną ocenę liberalnego ćwierćwiecza III RP? Czy liberałowie są na tyle otwarci, by dyskutować o swoich dogmatach? Czy są gotowi zmierzyć się z fundamentalną krytyką transformacji ekonomicznej? Oraz z dowodami, że wolny rynek w polskich warunkach generował czasem równie księżycową gospodarkę jak ta z czasów PRL? Ja tej gotowości za bardzo nie widzę.
I jeszcze jedno. Podobno "Liberalizm polski" to początek serii, w ramach której Wydawnictwo Akademickie Sedno chce podsumować najważniejsze prądy intelektualne minionego ćwierćwiecza. Trzymam za to kciuki. Obawiam się tylko, że ze skompletowaniem tomów innych niż liberalny może być trudniej. A to z powodu braku równie głośnych i wpływowych środowisk intelektualnych, np. po stronie lewicy. Co jeszcze raz dowodzi dominacji liberalnego myślenia w minionym 25-leciu.
@RY1@i02/2015/137/i02.2015.137.00000240b.802.jpg@RY2@
Ireneusz Krzemiński (redakcja), "Liberalizm polski", Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2015
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu