Płacić na zdrowie
No i znów się doigraliśmy - polska służba zdrowia znajduje się w ogonie Europy według rankingu Euro Health Consumer Index. Za kolejki, za kiepską jakość leczenia, za brak możliwości załatwiania np. recept przez internet... W niektórych kwestiach wypadamy dobrze (jedną z nich jest np. prawo do drugiej opinii), tyle tych pochwał co kot napłakał.
A teraz najgorsze. Liderzy - Holandia, Szwajcaria i Norwegia - wydają na służbę zdrowia trzy razy tyle na mieszkańca co my (w parytecie siły nabywczej) i dwa razy tyle co Polska relatywnie do swojego produktu krajowego. System holenderski (takie trochę nasze zdrowotne OFE) jest zupełnie odmienny od szwedzkiego. Łączy je to, że kosztują dużo.
Czy służby zdrowia nie da się prowadzić tanio? W Europie nie. Jednak jest taka mała azjatycka wysepka, która wciąż opiera się wysokim rachunkom za leczenie, a jej mieszkańcy korzystają z opieki na światowym poziomie. Jaki jest jej sekretny przepis? Jak to w Singapurze - zamordyzm połączony z odpowiedzialnością. Poziom współpłacenia za usługi zdrowotne jest bardzo wysoki - ok. 66 proc. wydatków na służbę zdrowia Singapurczycy wykładają z własnej kieszeni. W dużej mierze pokrywają je z obowiązkowego konta, na które każdy mieszkaniec musi co miesiąc odkładać składkę, podobnie jak ma to miejsce z ubezpieczeniem emerytalnym. W dniu potrzeby pieniądze mogą zostać wypłacone. Państwo na każdym kroku zachęca do bolesnego odczuwania wydatków na opiekę - np. brakiem darmowej wizyty u lekarza pierwszego kontaktu (jednak najbiedniejsi dostają tutaj fory). Singapurczyk może skorzystać z subsydiowanego miejsca w szpitalu (tzw. klasy C) i leżeć w sali wieloosobowej, ale jeśli chce mieć osobny pokój (klasa A), musi dopłacić sam. Państwo posiada większość łóżek szpitalnych i dba, by ceny opieki medycznej nie wymknęły się spod kontroli. Jak wspomina William Haseltine w książce "Affordable Excellence", gdy Singapur dał więcej swobody szpitalom, a te wykorzystały ją do inwestowania w za drogi sprzęt i w usługi dla najbogatszych, bo ci płacą więcej, zasady rynkowe skończyły się jak ręką odjął i znów zapanował srogi nadzór.
Morał? Albo zrobimy z Polski drugi Singapur, albo musimy odbierać pieniądze różnym branżom w Polsce, aż podwoimy wydatki na służbę zdrowia.
@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.000002600.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu