Księgowy z GS-u
Rok temu było haiku. Dziś są limeryki. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat będziemy mieli antologię poezji ekonomicznej autorstwa czytelników DGP. Niewykorzystanych gatunków lirycznych jest ciągle pod dostatkiem. Jest sonet, są elegia i anakreontyk. Oto najlepsze ekon-limeryki przysłane na ogłoszony jeszcze przed świętami konkurs. Autorom gratuluję i zazdroszczę talentu.
Gdyby te limeryki faktycznie znalazły się kiedyś w antologii, jej wydawca napisałby pewnie, że ich "autorzy najczęściej rozliczają się w swoich poetyckich utworach z dorobkiem polskiej transformacji ustrojowej". I to na różne sposoby. Na przykład Krzysztof Kępa rozprawia się z generalną fascynacją doktryną neoliberalną:
Dopadł nas waszyngtoński konsensUS
przewrotny, neoliberalny wirus
im dalej od Pentagonu
tym większe dają dawki metadonu
Chicago Boys! Wolność czy przymus?
Z kolei limeryk Tomasza Lipnickiego zwraca uwagę na pewną charakterystyczną cechę polskiego skoku w kapitalizm. Zwany przez niektórych badaczy uwłaszczeniem nomenklatury, przez innych przykładem na działanie tzw. zasady drzwi obrotowych między polityką a biznesem:
Główny Księgowy z pewnego GS-u
Dosyć małego miał (interesu)
Wstąpił do Partii i został ministrem
Bo na wyborach pierwszy był na liście
I chciał iść sprawdzić się do biznesu
A ponieważ dobry limeryk powinien zawierać odniesienia do nazw geograficznych, mamy i takie teksty, jak ten Rafała Halika:
Pewien profesor ekonomii z Lipna
Wprowadził reformę, co nie jest dowcipna
Efekt był taki nie wiadomo jaki
Że skończyła się transformacja zaszczytna
Gwoli sprawiedliwości dodać należy, że bohater tego limeryku całkiem niedawno wyznał (w wywiadzie rzece "Trzeba się bić"), że tak naprawdę urodził się we Włocławku. Dla dobra rymu (i poezji) zostańmy jednak przy pierwotnej i obowiązującej przez wiele lat wersji jego biografii.
W zbiorze ekon-limeryków nie mogło też zabraknąć wierszyków mniej przyzwoitych. Bo - czy się to komuś podoba, czy nie - dobry limeryk musi trochę poświntuszyć. Mamy więc utwór autorstwa Tomasza Lipnickiego dowodzący daleko idących podobieństw między życiem erotycznym i ekonomicznym.
Finansista rodem z Krakowa
Koleżankom staniki luzował
One mówiły: "mój złoty
Ogranicz raczej popyt
Bo podaż nie jest gotowa"
Na szczególne wyróżnienie zasługuje jednak ten oto poemat. Nie tylko za przewrotność i aktualność. Ale również za to, że jego autor to Przemek Barankiewicz, redaktor naczelny portalu "Pulsu Biznesu". Cieszy nas to niezmiernie, bo oznacza, że konkurencja uważnie nas czyta. I mam nadzieję, że tak pozostanie:
Pewien poeta znad Sekwany
Od lat chodził niedoceniany
Błądził i pytał socjaldam:
"Czego potrzeba Pani, Madame?"
Czy to hrabianka, czy krawcowa
Odpowiedź była jednakowa:
Za każdym razem krzyczał "ał!",
Gdy słyszał słowo "Kapitał"
Aż z tego bólu hit napisał,
Nad Wisłę dotarł i rym mu zwisa!
I jeśli ktoś nadal nie wie, o kim mowa, to nieuważnie czytał DGP, bo akurat o pewnym głośnym ekonomiście znad Sekwany pisaliśmy bardzo wiele.
A na koniec ja:
Adept ekon-żurnalistyki
siedział i czytał ekon-limer y ki
dzięki wam smithianie, keynesiści,
libertarianie i inni trockiści!
za rok będą. . . trioleciki
@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.00000020a.801.gif@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu