Między filantropią a jałmużną
Pod koniec ubiegłego roku w mediach pojawiła się wiadomość, że jeden z założycieli Facebooka wraz z żoną zamierza przekazać na cele dobroczynne miliardy dolarów. "Oto filantropia ekstremalna" - oceniał już w tytule jeden z portali, informując, że Dustin Moskovitz i Cari Tuna należą do zainicjowanego przez Gatesa i Warrena Buffetta w połowie 2010 r. projektu "Giving Pledge". Namawia on najbogatszych ludzi świata, aby ponad połowę swojego majątku przeznaczyli na cele dobroczynne.
W tym samym czasie jedna z gazet donosiła: "Polak nie filantrop". Cytowała wypowiedź przedstawicielki gromadzącego wiedzę o organizacjach pozarządowych w Polsce oraz aktywności społecznej Polaków i Polek Stowarzyszenia Klon/Jawor, że w naszym kraju "w ogóle skłonność do dobroczynności się zmniejszyła". Pogorszyła się też nasza opinia o organizacjach dobroczynnych. Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy wymieniono m.in. wzrost popularności przekazywania 1 proc. podatku organizacji pożytku publicznego zamiast państwu. Okazuje się, że akt ten traktujemy jak darowiznę, choć w rzeczywistości ma to z dobroczynnością niewiele wspólnego, ponieważ pieniądze, o których decydujemy, wskazując adresata 1 proc. naszych podatków, są już w tym momencie własnością państwa.
Nie tylko w Polsce często zamiennie używa się słów "filantropijny" (lub "dobroczynny") i "charytatywny", choć ich etymologia wskazuje, że chodzi o ludzką aktywność wynikającą z odmiennych motywacji. Trudno jednak znaleźć informację, że któryś z miliarderów wsparł "jałmużną" kogoś znajdującego się w potrzebie. Czy dzieje się tak tylko dlatego, że słowo to współcześnie nieraz nabiera pejoratywnego odcienia?
Na internetowej stronie Fundacji dla Polski, od 20 lat zajmującej się między innymi upowszechnianiem wiedzy, jak korzystać z najlepszych modelowych rozwiązań filantropijnych, aby skutecznie pomagać, można znaleźć interesującą analizę dobroczynnej aktywności 14 najbogatszych Polaków. Instytut Badania Opinii Homo Homini przepytał ich pod tym kątem w 2011 r. Jeden z ankietowanych, odpowiadając na pytanie: "Czym jest filantropia", stwierdził: "To dość złożone określenie, bo oczywiście w taki prosty sposób to mi się kojarzy z udzielaniem wszelako rozumianej pomocy ludziom, nie tylko materialnej, ale związanej z podpowiedziami życia". Pytani o motywację aktywności dobroczynnej najbogatsi Polacy wymieniali przede wszystkim chęć pomocy, ale również potrzebę satysfakcji oraz wdzięczność i potrzebę odwzajemnienia pomocy.
Jako głównych adresatów udzielanej przez siebie pomocy najbogatsi Polacy wskazali dzieci i młodzież, w tym leczenie dzieci chorych, poprawę warunków życia i wyrównanie szans dzieci i młodzieży z ubogich rodzin. Za bardzo ważne uznali wspieranie szczególnie uzdolnionej młodzieży. Inwestowanie w jej rozwój powinno przynieść korzyści dla ogółu społeczeństwa.
Słowo "powinno" jest tu ważne, ponieważ ankietowani zamożni Polacy stwierdzili, że udzielając pomocy, oczekują określonych rezultatów. Aby ich dobroczynność miała sens, winna powodować znaczące i trwałe efekty. Chodzi przede wszystkim o uzyskanie samodzielności przez osobę, która otrzymała wsparcie, oraz zmianę percepcji i postaw społecznych. Za bardzo istotną uznali potrzebę zmiany nastawienia społeczeństwa do konkretnych problemów społecznych, które starają się rozwiązywać, np. zatrudniania osób niepełnosprawnych intelektualnie. "Do działalności filantropijnej większość badanych podchodzi jak do biznesu, w sposób planowy, przy wsparciu profesjonalnego zespołu, zachowując stałą kontrolę nad całością działań" - można przeczytać w omówieniu badania.
Już wtedy, w 2011 r., najbogatsi Polacy zwracali uwagę na negatywne postrzeganie w społeczeństwie filantropii i filantropów oraz związane z nią stereotypy dotyczące np. szukania zysku także w tej formie działalności lub podejrzeń co do źródeł, z których pochodzą środki przeznaczane na dobroczynność.
Prawie trzy lata temu ponad milion ludzi w krótkim czasie obejrzało w internecie krótki filmik pokazujący, jak w ciągu zaledwie dwóch godzin upozowana na żebraczkę kukła "zebrała" na jednej z polskich ulic ponad 60 zł. Można by stąd wyciągnąć wniosek, że jesteśmy hojni w dawaniu jałmużny i okazywaniu miłosierdzia w relacjach międzyludzkich niezapośredniczonych przez rozmaite instytucje kojarzone z filantropią.
Czy jednak faktycznie monety wrzucane do kubka sztucznej żebraczki były jałmużną rozumianą tak, jak przedstawia ją np. papież Franciszek? Dwa miesiące po inauguracji swojego pontyfikatu papież, poruszając kwestię ubóstwa i jałmużny, zadał tym, którzy jej udzielają na całym świecie, dwa pytania. Pierwsze brzmiało: "Czy kiedy dajesz jałmużnę, spoglądasz w oczy temu lub tej, która ją otrzymuje?". Drugie było jeszcze ostrzejsze w wymowie: "A kiedy dajesz jałmużnę, czy dotykasz rękę tego, któremu ją dajesz, czy też rzucasz monetę z góry?". W tym kontekście eksperyment przeprowadzony i sfilmowany przez jeden z polskich internetowych portali skłania do głębokiego zastanowienia. Podobnie jak zalecenia, które od Franciszka otrzymał mianowany przez niego jałmużnik, pochodzący z Polski abp Konrad Krajewski. Wysyłając go do uciekinierów z Afryki, papież mówił: "Nie masz pocieszać Erytrejczyków. Masz jeść z nimi, spać z nimi. Masz płakać jak oni. Inaczej twoje życie będzie niewiele warte". Jakby tego wyjaśniania istoty jałmużny było mało, w orędziu na ubiegłoroczny Wielki Post Franciszek napisał: "Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli".
Obowiązek dawania jałmużny nakłada na swoich wyznawców wiele religii. Chrześcijański standard jej rozumienia ustanowił sam Jezus Chrystus. Nie tylko wskazując jako wzorowy sposób jej składania wdowę, która oddała wszystko, co miała na swe utrzymanie, ale również dając konkretne wskazówki: "Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu". Warto odnotować, że to zalecenie Chrystusa spełnia wielu polskich filantropów, którzy o swoich działaniach dobroczynnych w ogóle nie chcą mówić lub czynią to bardzo niechętnie. "Tym różnią się od liderów światowej filantropii, którzy swoją pomoc i informację o niej traktują niemal jak przedłużenie aktywności biznesowej" - zauważyło niespełna rok temu jedno z czasopism biznesowych.
Dość częstym zjawiskiem stało się porównywanie, a nawet przeciwstawianie działalności filantropijnej i motywowanego religijnie okazywania miłosierdzia ludziom w potrzebie. Ma to mniej więcej sens, jak porównywanie i przeciwstawianie diet odchudzających oraz postu. Obydwie formy aktywności mają różne cele i odmienne motywacje, chociaż ich efekty pod wieloma względami są podobne, a nawet identyczne. Obydwie mają sens i są potrzebne, a nawet niezbędne do właściwego funkcjonowania społeczeństwa. Deprecjonowanie dobroczynności jest tym bardziej bezsensowne, że również instytucje mające religijne, chrześcijańskie korzenie czasami do niej się odwołują w zdobywaniu środków na swoją działalność. A niektóre jej formy łączą w sobie idee bliskie filantropom z inspiracjami, jakimi kierują się dający jałmużnę.
W ciągu zaledwie dwóch godzin upozowana na żebraczkę kukła "zebrała" na jednej z polskich ulic ponad 60 zł. Można by stąd wyciągnąć wniosek, że jesteśmy hojni w dawaniu jałmużny i okazywaniu miłosierdzia w bezpośrednich relacjach
@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.000002700.802.jpg@RY2@
ks. Artur Stopka w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego", twórca serwisu Wiara.pl
ks. Artur Stopka
w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego", twórca serwisu Wiara.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu