Poszukiwany, poszukiwana, czyli po co w ministerstwie urbaniści
Myślałam, że o przywracaniu sądów rejonowych napisano już wszystko, że nic więcej dodać się nie da. Jakże się myliłam! Z błędu wyprowadziła mnie publikacja, która ukazała się w najnowszym numerze kwartalnika "Na Wokandzie". Chodzi o artykuł pt. "Wracają małe sądy". Bije z niego iście amerykański optymizm, aż chciałoby się unieść kciuk do góry i krzyknąć: "good job, fellows"!
Autorka artykułu wylicza, jakie to kroki podjęto w resorcie, aby przywracanie sądów było "szybkie i sprawne" i przeprowadzone "w taki sposób, aby nie zakłócać pracy bieżącej sądów i nie doprowadzić do przewlekłości postępowań". W pierwszej kolejności słowa pochwalne skierowane są - a jakże! - w stronę ministerialnych urzędników: "W dążeniu do zoptymalizowania przedmiotowego procesu, w Ministerstwie Sprawiedliwości został wypracowany szczegółowy harmonogram podejmowanych czynności zmierzających do przywrócenia sądów". I dalej: "Podjętych również zostało szereg działań w sferze administracyjno-kadrowo-finansowej, w tym na nowo określone zostały limity etatów orzeczniczych w poszczególnych jednostkach". Doceniony został również osobisty trud pana ministra Grabarczyka, który "wydał 304 decyzje o przeniesieniu sędziów". A dopiero na końcu, niejako przy okazji, wspomniano, że "szereg działań związanych z przywracaniem sądów przypada również prezesom i dyrektorom właściwych sądów". No po prostu pełen sukces!
Chyba nikogo nie zaskoczy, że kwartalnik wydawany jest przez resort sprawiedliwości, a jego autorka jest zastępcą dyrektora departamentu sądów, organizacji i analiz wymiaru sprawiedliwości?
Cała ta hucpa związana ze znoszeniem i przywracaniem sądów rejonowych przywodzi mi na myśl dialog z filmu "Poszukiwany, poszukiwana". "O! Co to są te?" - pyta "z zawodu" dyrektor. "Spółdzielcze punktowce" - odpowiada jeden z urbanistów. "Aha" - mruczy dyrektor i ustawia je na chybił trafił na makiecie. "Panie dyrektorze! Tu jest jezioro!" - oburza się urbanista. "A, to to nie, nie... A nie, dobrze! Jezioro damy tutaj, a ten niech sobie stoi w zieleni" - nie traci rezonu dyrektor. I dobrze! Bo - jak się później okaże - za tego typu "poprawki urbanistyczne" należy się honorarium.
Jak wiele więc musiało się zmienić, aby wszystko zostało po staremu. I nie mówię tutaj tylko o strukturze sądów!
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.183000800.802.jpg@RY2@
Małgorzata Kryszkiewicz redaktor Gazety Prawnej
Małgorzata Kryszkiewicz
redaktor Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu