Czarny scenariusz
Jeśli Bułgaria zapłaci za smog, to Polska jest druga w kolejce
W walce ze smogiem, dodam - rakotwórczym smogiem, jesteśmy jak dzieci we mgle. Chcemy z tym walczyć i gdzieniegdzie walczymy, ale jakoś tak nieporadnie. Gdy w ostatnim czasie ciężkie powietrze przysłoniło Pałac Kultury, a aktywiści skupieni wokół inicjatywy Warszawski Alarm Smogowy informowali, że w niektórych dzielnicach stolicy dopuszczalne normy zanieczyszczeń powietrza były przekroczone w określonych godzinach o ponad 300 proc., warszawski ratusz rozważał m.in., by polewać chodniki wodą.
Gorszym powietrzem niż Polacy oddychają w UE już tylko Bułgarzy (pod względem stężeń rakotwórczych pyłów PM10 Polska zajmuje na liście 28 krajów członkowskich drugie miejsce od końca, właśnie tuż za Bułgarią), a spośród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie aż 33 znajdują się w Polsce (ich mieszkańcy zbyt często wdychają m.in. arsen, ołów, kadm i benzopiren, a one odpowiadają za ponad 45 tys. przedwczesnych zgonów w Polsce każdego roku). Administracja - i to zarówno ta samorządowa, jak i centralna - sama przyznaje, że niezbędne są radykalne rozwiązania. Zresztą to ostatni dzwonek, by je wprowadzić, bo w przeciwnym razie wagę problemu odczujemy na własnej skórze, także finansowo. Jeśli bowiem już w styczniu TSUE ukarze Bułgarię za łamanie norm czystości powietrza, to my będziemy kolejni, a wtedy w razie przegranej czeka nas kara rzędu 4 mld zł rocznie. Tylko czy uchwały antysmogowe zakazujące palenia węglem bądź nakazujące wymianę pieców to jedyne właściwe rozwiązanie... Czy rzeczywiście dzięki nim zabójczy smog przestanie być naszym znakiem rozpoznawczym? A może hasło "wymienimy piece na nowe" zamydli jedynie oczy Brukseli...
Niektóre samorządy udają, że problemu nie ma i że skala zanieczyszczeń akurat na ich terenie nie jest wysoka. Powołują się przy tym na monitoring powietrza. Tylko że nie jest to stan powietrza w czasie rzeczywistym, a matematyczne prognozy oparte na danych z niewielkiej liczby stacji. Do tego dochodzi jeszcze problem, że w Polsce poziomy obligujące samorządy do informowania i alarmowania o zanieczyszczeniu powietrza szkodliwym pyłem zawieszonym (PM10) są zawyżone. W listopadzie lekarze zwrócili się do ministra środowiska o ich obniżenie.
Dziś na stronach Samorządu i Administracji kompleksowa analiza problemu. Warto, by zapoznał się z nią każdy samorządowiec, ale też administracja centralna, bo bez jej wsparcia dalej będziemy błądzić jak dzieci we mgle. A w dłuższej perspektywie, jak Chińczycy, nosić przez wiele dni w roku maski antypyłowe. Zapraszam do lektury.
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.183000100.801.jpg@RY2@
Marta Gadomska
redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu