Barbarzyńcy robią demokrację
Rewolucja już się zaczęła. I przybiera na sile. Milczące dotąd masy przemieniły się z biernych odbiorców przekazu płynącego z góry, od elit, w czynnych uczestników życia publicznego. Dzięki internetowi
Jeśli nie chcemy dać prawa głosu wszystkim, nie nazywajmy się demokratami. Umówmy się od razu, że aby ratować swoją pozycję, trzeba wprowadzić jakąś dyktaturę. Choćby mięciutką. Puchatą i milutką. Możemy nazwać ją demokracją limitowaną - żeby zabrzmiało lepiej. Nie? To przyjmijmy, że choć demokracja nie jest (co za banał) najdoskonalszym z ustrojów, to lepszego nie wymyślono. A internet i sieci społecznościowe sprawiają, że rozlewa się ona coraz szerzej. Pozwala partycypować w życiu społecznym i politycznym milczącym dotąd tłumom. Sytuacja jest zero-jedynkowa, w gruncie rzeczy prosta. Jak bardzo nie staralibyśmy się jej skomplikować. I jak bardzo to społecznościowe ciastko nam nie smakuje.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.