Wyobrażona wspólnota, czyli dlaczego wybory przegrała Hillary Clinton
Gdzie inni mają wspólnego boga, historię, traumę lub wygląd, tam Amerykanie mają wspólną wolność, której wcieleniem jest oddanie głosu na prezydenta
W XIX wieku mówiło się, cytując Henri de Borniera: każdy człowiek ma dwie ojczyzny - swoją i Francję. Ale był już wiek XXI, a konkretnie późny wieczór 4 listopada 2008 r. W Cambridge, Massachusetts, w jednym z typowych domków niedbale oklejonych amerykańskim plastikowym sidingiem (tych, które sprawiają wrażenie, jakby pierwszy podmuch wiatru miał je wysłać na tamten świat) przed telewizorem siedziała grupa znajomych. Tylko dwoje z nich to Amerykanie - reszta pochodzi z tak zwanego zewsząd. Irlandia, Norwegia, Kanada, Polska, Chiny. Polką byłam ja, na stole leżały ciastka Oreo i niskoprocentowe napoje wyskokowe, wokół zalegała martwa cisza, na ekranie zaś miotał się Wolf Blitzer, prezenter CNN, i czekał na informacje ze stanu Virginia. Kto, kto wziął Virginię?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.