Think tanki i władza, czyli róbmy swoje
Po latach prób ucywilizowania sposobu tworzenia prawa mamy teraz do czynienia z apogeum odwrotu od rzetelnego procesu legislacyjnego i debaty publicznej
Tylko republiki bananowe uchwalają poważne ustawy bez analizy kosztów i poważnej debaty - zaćwierkał na Twitterze Lawrence H. Summers, profesor ekonomii, były rektor Uniwersytetu Harvarda, ale i były sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych. Konkretny kontekst tej wypowiedzi jest mniej ważny, chodzi o przesłanie. Wydawałoby się, że oczywiste. Żeby uchwalić ustawę, a zwłaszcza duże, poważne regulacje, dobrze jest przeprowadzić rzetelne analizy, zbadać, co chcemy zmienić, jak działa to, co mamy, zrobić symulację, jak będzie po zmianie, ile nas to będzie kosztować i czy się opłaci. Dobrze dopuścić różne głosy, przeprowadzić debatę. Mogą wziąć w niej udział fachowcy z danej dziedziny, praktycy i teoretycy, świat nauki, think tanki, media i obywatele. Debata publiczna, tak jak i lobbing różnych grup interesów, w naturalny sposób poszerza spojrzenie, wskazuje na różne wartości, czasem pozostające w konflikcie. Pozwala zawczasu dostrzec zagrożenia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.