Google a kryzys rozumu
Wszyscy już słyszeli po pięć razy: w Google’u pracował sobie, nikomu nie wadząc, typowy koder, niejaki James Damore. Pewnego dnia, zachęcony przez deklaracje firmy matki, że wszelkie sugestie będą mile widziane, taką właśnie sugestię z siebie wyprodukował. Nie była to zwykła sugestia w rodzaju "Więcej kawy!", ale rodzaj manifestu; rzecz miała z dziesięć stron, kilka poważnych wykresów i dotyczyła polityki różnorodności w Google’u, a konkretnie była jej krytyką. Jakiś usłużny kolega Damore’a ujawnił ów dokument, czym wywołał jedną z tych gwałtownych burz w mediach społecznościowych, które sprawiają, że człowiekowi odechciewa się żyć, zaczyna wierzyć, że demokracja jednak jest niemożliwa, i błaga, żeby rodzina zrzuciła się dla niego na stację badawczą na Antarktydzie, gdzie dożyje starości wyniańczając małe pingwiny z jaj.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.