Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Najlepiej na rynku ma się mit

21 lipca 2023
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

W maju 2023 r. osiągnęliśmy w Polsce historycznie niskie bezrobocie nominalne – wskaźnik wyniósł 5,1 proc. Porównanie z danymi sprzed dwóch dekad, gdy sięgał 20 proc., robi wrażenie. Politycy otrąbiają sukces, a przedsiębiorcy twierdzą, że nie ma kto pracować i konieczne jest dalsze ułatwienie polityki migracyjnej. Jednak w rzeczywistości nominalnie niskie bezrobocie nie oznacza, że każdemu Polakowi jest łatwo zdobyć posadę. Wciąż są grupy potencjalnych pracowników, którzy szukają zatrudnienia miesiącami. Niska stopa bezrobocia nie oznacza też, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły wszystkie patologie rynku pracy – wymuszanie nadgodzin, lekceważenie bhp, mobbing, wszystko to, co było pochodną niesławnego „mam 10 na twoje miejsce”.

Rynek pracownika? Owszem, jeśli mowa o prostych pracach za minimalne wynagrodzenie lub w kilku konkretnych branżach, np. medycznej, transportowej, budowlanej czy informatycznej (choć jak długo jeszcze, to wcale nie jest takie pewne). Oprócz tego są jeszcze miliony ludzi, którzy lekarzami ani programistami, a nawet kierowcami ciężarówek raczej z dnia na dzień nie zostaną, a za minimalną krajową nie chcą, a nawet nie powinni pracować. Bo czy naprawdę uznajemy za normalne, że 3600 zł brutto ma otrzymywać osoba, której przyuczenie do pracy zajęło pół godziny, i nauczyciel z pełnymi kwalifikacjami, który startuje w zawodzie (obecnie zarabia 3690 zł)? W Polsce takie pensje oferują nie tylko mikroprzedsiębiorcy, którzy biznes dopiero rozkręcają, lecz także sfera budżetowa. Za wynagrodzenie niewiele wyższe od minimalnego urzędnik ma prowadzić sprawy, gdzie stawką są miliony złotych. Nic więc dziwnego, że w większych miastach na rekrutacje do urzędów zgłasza się niewielu chętnych.

Budżetówka będzie jednak atrakcyjna dla tych, którzy mimo niskiego nominalnego bezrobocia nie dostaną pracy od ręki. Tak jest chociażby z pracownikami w wieku 50+. I choć dzisiaj jest im zapewne łatwiej znaleźć posadę niż na początku wieku, to ageizm wciąż ma się dobrze. I z jednej strony pracodawcy narzekają na brak rąk do pracy, a z drugiej – szefowie, często sami w wieku około emerytalnym, wciąż chcieliby konstruować „młode i dynamiczne zespoły”. Coraz rzadziej im się to udaje, bo kolejne wchodzące na rynek roczniki są po prostu coraz mniej liczne. Chcąc nie chcąc, muszą sięgnąć po doświadczonych – a więc z założenia starszych – pracowników. Jeśli jednak mają wybór, w większości przypadków wybiorą osobę młodszą. Prawdopodobieństwo, że tak się stanie, będzie jeszcze większe, gdy o stanowisko będą rywalizować dwie kobiety w wyraźnie różnym wieku. Takie wnioski płyną m.in. z szeroko opisywanego raportu opublikowanego w 2021 r. przez Polski Instytut Ekonomiczny „Ageizm w Polsce – podsumowanie eksperymentalnego badania terenowego”. PIE przeprowadził eksperyment, rozsyłając CV dwóch par kandydatów – kobiet i mężczyzn w wieku 28 i 52 lat – jako zgłoszenie na dwa rodzaje stanowisk: prostych i niewymagających doświadczenia, związanych m.in. z obsługą klienta, oraz specjalistycznych, gdzie doświadczenie było wymagane. Okazało się, że młodsi kandydaci otrzymywali zaproszenia na rozmowy kwalifikacje średnio dwa razy częściej niż starsi, przy czym różnice te były większe w przypadku dwóch fikcyjnych pań. W najgorszej sytuacji znajdowały się zatem kobiety po pięćdziesiątce, w badaniu otrzymywały zaledwie 7,5 proc. zaproszeń, gdy w grę wchodziło stanowisko podstawowe, i 12,5 proc., gdy posada wymagała doświadczenia.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.