Co powie Tytus, czyli co zapamiętałem ze sprawy Universalu
Dobry obyczaj nakazuje informować czytelników o zaangażowaniu piszącego w sprawę, która jest przez niego prezentowana. Analitycy w biurach maklerskich, wydając rekomendację, zamieszczają notę, że ich biuro maklerskie jest np. akcjonariuszem spółki, której analizę przygotowano. Aby sprostać tym standardom, chciałem poinformować, że mam akcję Universalu (jedną, dlatego proszę redakcję, aby nie poprawiała liczby pojedynczej na mnogą). I to w wersji papierowej. Skan akcji załączam do felietonu.
Zdobycie tego waloru nie było łatwe. Po pierwsze, trzeba było mieć akcję w wersji elektronicznej, czyli zdematerializowanej. To akurat nie było trudne, jak każdy, kto inwestował wówczas na giełdzie, byłem kolejno szczęśliwym akcjonariuszem Universalu, nieszczęśliwym akcjonariuszem Universalu, szczęśliwym nieakcjonariuszem Universalu. Ale jedną sobie zostawiłem. I kiedy spółka została wycofana z giełdy, zwróciłem się do biura zarządu spółki o wydanie akcji w wersji papierowej. Trochę to trwało, ale w końcu się udało.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.