Dziennik Gazeta Prawana logo

Zgoda rujnuje

7 czerwca 2018

O to moja teza: zgoda użytkownika na wykorzystywanie danych nie zbawi naszego cyfrowego życia. To mydlenie oczu. Ale zanim wyjaśnię dlaczego, dla kontekstu przyjrzyjmy się ostatniemu skandalowi z udziałem Facebooka.

Czy zdarzyło się wam kiedyś coś takiego: zostawiliście koleżance klucze, żeby podlała wam kwiatki w mieszkaniu, a ona owszem, kwiatki podlała, ale zrobiła też imprezę, podczas której goście zabawiali się przeglądaniem waszych zdjęć z dzieciństwa i kopiowaniem paragonów, rysowaniem planów mieszkania, przeglądaniem notesów oraz szperaniem w szufladach, zapisywaniem telefonów i adresów waszych znajomych, robieniem wszystkiemu zdjęć i zbieraniem ich na wypadek gdyby kiedyś – tak dla zabawy – przyszło im do głowy wysłanie ich do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego albo obcego wywiadu? Nie? Otóż rozczaruję was, najprawdopodobniej wam się to zdarzyło. Podziękujcie Facebookowi, którego najnowsze machinacje danymi właśnie wypłynęły na medialne wody. Wiemy o tym dzięki dziennikarzom śledczym „New York Timesa”: Gabrielowi J.X. Dance’owi, Nicholasowi Confessore i Michaelowi LaForgii. Chwała wam za to, panowie.
Dziennikarze ci, wciąż jeszcze oszołomieni skandalem związanym z nadużyciem danych użytkowników zdradliwego quizu – a także ich przyjaciół – przez Cambridge Analytica, chcieli się dowiedzieć, jakie też dane FB może udostępniać producentom mobilnego hardware’u, takim jak Samsung, BlackBerry, Apple czy Huawei. Zastosowali trik prosty jak budowa cepa: LaForgia zainstalował na urządzeniu BlackBerry aplikację FB, a jego kolega na komputerze monitorował sieciowy ruch urządzenia – czyli podsłuchiwał telefon.
Okazało się, że nawet po skasowaniu samej aplikacji Facebooka telefon, którego własna aplikacja dostała dostęp do Fejsa, dalej ściągał wszelkie fejsbukowe dane LaForgii – włącznie z globalnym ID, wiadomościami, jakie wymieniał z przyjaciółmi, zdjęciami, a także – uwaga – informacjami na temat jego znajomych. Pamiętacie, jak Zuckerberg przyrzekał przed Kongresem, że nikt już nigdy nie dostanie się do danych przyjaciół użytkownika, którzy wybrali opcję prywatności? Że swoją własną zuckerbergową piersią ochroni te dane, na udostępnianie których nie wyrażono zgody? Otóż to nieprawda. Telefon (nie sam FB, telefon) ściągał dane znajomych, nie rozróżniając między tymi, którzy się na to zgodzili, a tymi, którzy zabronili do siebie dostępu.
Innymi słowy, człowiek wpuszcza Facebooka, żeby podlał mu kwiatki, a FB zaprasza producentów na wielkie party w telefonie, z którego każdy wychodzi z naręczem teoretycznie tajnych danych, twoich i twoich znajomych. A także znajomych znajomych – LaForgia miał około 550 fejsbukowych kontaktów, ale telefon dotarł w końcu do danych prawie 300 tys. ludzi.
Kto pobierał te dane? Z dociekań dziennikarzy „NYT” wynika, że poza BlackBerry może także Samsung i Amazon (które produkują tablety), chociaż żadna z firm się do tego nie przyznała. Apple twierdzi, że „partnerstwo danych” z FB zakończyli we wrześniu zeszłego roku. Reszta nie potwierdza ani nie zaprzecza, ale na pewno ktoś gdzieś szaleńczo nasze dane zżera, nawet jeśli nie chce o tym publicznie trąbić – i być może są to korporacje np. z Chin. Tłumaczenia FB są, jak się tego można było spodziewać, dość idiotyczne. Otóż dają te wszystkie dane producentom, żeby ulepszyli nam „doświadczenie Facebooka”. Miło z ich strony, ale jak to mówią: dziękuję, ale nie, dziękuję.

Pozostało 98% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.