Trumpizmy w grze o atom
O Donaldzie Trumpie niewiele rzeczy można powiedzieć "na pewno". Jedną z nich jest miłość do Twittera, na którym prezydent z powodzeniem konkuruje z największymi tuzami mediów społecznościowych. W tym kontekście forma, w której odwołał spotkanie w Singapurze z Kim Dzong Unem, była zaskakująca. Twitterowy producent kontentu napisał najprawdziwszy list. Na papierze. Z pieczątkami i zamaszystym podpisem. Jak w czasach Marka Aureliusza albo domniemanej korespondencji między Kozakami zaporoskimi i sułtanem. Co prawda prezydent USA nie nazywa w nim Kim Dzong Una niechrzczonym łbem i nie odwołuje się do argumentu "całowania w d...ę". Mimo to analogowa forma godnie wpisuje się w tradycję dokumentowania wielkich wydarzeń. Widzimy w niej polityka, którego nie sposób dostrzec w ograniczonych do 280 znaków aforyzmach.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.