Strajkujące bankomaty
O perator największej u nas sieci bankomatów, należący do notowanej na amerykańskiej giełdzie firmy Euronet Worldwide, sięgnął wczoraj po narzędzie, z którego znaliśmy do tej pory raczej rolników czy branżę transportową – postanowił zastrajkować. Czyli zrobił to, czego można się spodziewać po pracownikach niezadowolonych z działań właściciela swojej firmy (prawdziwe zwłaszcza w odniesieniu do zawodów systematycznie przypominających się państwowemu „właścicielowi”, jak górnicy czy – rzadziej – nauczyciele albo medycy), ale nie po biznesie. Choć oczywiście starannie unikano słowa strajk. Mowa była o „akcji protestacyjnej”.
Euronet nie wyłączył maszyn całkowicie, ale postarał się nieco utrudnić życie klientom, którzy chcieli pobrać za jego pośrednictwem większe kwoty: ograniczył limit pojedynczej wypłaty gotówkowej do 200 zł. W oczekiwaniu na gotówkę klienci mieli też okazję zapoznać się z odpowiednimi „komunikatami informacyjnymi”.
Oba elementy strajku wybrano najprawdopodobniej po starannej analizie i trzeba przyznać, że zapewne celnie. Autor nie miał wczoraj potrzeby, żeby zaopatrywać się w gotówkę, ale jest gotów przyznać, że irytujące bywa nawet codzienne oglądanie reklam, zanim pojawi się kolejny „ekran” albo otworzy szuflada z banknotami. A konieczność dwu-, trzykrotnego przejścia procedury w bankomacie, gdy chciało się wziąć 400 albo 600 zł, niechybnie tylko wzmagała irytację (zarówno u stojących bezpośrednio przed bankomatami, jak i w kolejce do maszyny).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.