To, co można wybaczyć politykom, nie przystoi TK
Z ogromnym zdumieniem przyjąłem słowa, jakie znalazły się w uzasadnieniu jednego z najnowszych wyroków Trybunału Konstytucyjnego
Prawie trzy lata temu ukazał się mój list w sprawie bezrefleksyjnego stosowania w dyskursie politycznym terminu „notariusz” jako synonimu bezwolności w przedmiocie podpisywania aktów prawnych uchwalanych przez ustawodawcę w odniesieniu do Prezydenta Rzeczpospolitej. List ten („Andrzej Duda notariuszem rządu? „Notariusz” to nie synonim kogoś, kto bezwolnie wykonuje czyjeś polecenia”, GazetaPrawna.pl, 23 grudnia 2016 r.) stanowić miał, w mojej intencji, obronę statusu notariusza w naszym kraju.
Jako prawnik z niemal 40-letnim doświadczeniem (zarówno jako sędzia, radca prawny, a obecnie notariusz) nie mogłem zgodzić się na taką deprecjację zawodu, który w powszechnym odbiorze społecznym od pokoleń cieszy się bardzo wysokim zaufaniem i prestiżem, co wielokrotnie wykazywały badania opinii społecznej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.