Histeria cnót, czyli co się stało w Białymstoku
J eśli ktoś bardzo chce się pozbyć nadziei na to, że gatunek ludzki ma jeszcze przed sobą świetlaną przyszłość, może sobie pooglądać filmy z marszu LGBT+ w Białymstoku. Nic bowiem nie napełnia człowieka takim poczuciem beznadziei, jak oglądanie tłumu zapamiętale skandującego „Wypierdalać” w stronę spokojnie maszerujących ludzi – zwłaszcza, jeśli ten tłum używa agresywnej symboliki patriotyzmu, zawłaszczając tę obiecującą przecież cnotę dla swoich pełnych nienawiści celów.
Nie ma tu miejsca na moralny symetryzm. Faceci w czerni, którzy ewidentnie pałali rządzą krwi, są w tej opowieści po ciemnej stronie mocy. Taka agresja jest niedopuszczalna – niezależnie od tego, jak bardzo przeszkadza im taki marsz, jak bardzo wzdraga ich widok osób nieheteroseksualnych, jak mocno są przekonani, że geje i lesbijki wspólnie doprowadzą nasz przeżywający kryzys tożsamości kraj na skraj obyczajowej przepaści. Można oczywiście próbować ten symetryzm wprowadzać, np. pokazując demonstracje anty-PiS-u, na których ktoś krzyczy „Precz z Kaczorem” czy „Andrzej Duda, rozchyl uda”, bądź marsze z prowokacyjną tekturową waginą na drągu. Ale po pierwsze konflikt PiS – reszta świata jest tutaj w gruncie rzeczy drugorzędny w stosunku do czystej ludzkiej agresji, jakiej byliśmy świadkami, a po drugie koń jaki jest, każdy widzi. A mam na myśli to, że jeden tłum był realnie niebezpieczny, a drugi nie – i kropka.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.