Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rozwój oparty na wzroście wynagrodzeń ma sens

11 lipca 2019
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z uporem powracam na łamach tej kolumny do tematu udziału płac w gospodarce. Zazwyczaj przy tej okazji posługuję się metaforą tortu. Całe ciasto to gospodarka. A udział płac (po angielsku „labor share”) to ten jego kawałek, który przypada na wynagrodzenia podstawowego czynnika produkcji, jakim jest praca. Czyli mówiąc wprost: część dochodu narodowego, która trafia do pracowników w formie wypłat. Dziś wielkość tego kawałka (średnia dla wszystkich krajów rozwiniętych) stanowi ok. 55 proc. To o kilkanaście punktów procentowych więcej niż w krajach rozwijających się. Labor share Polski jest poniżej 50 proc.

A co z resztą? Przeważająca część idzie na wynagrodzenie zaangażowanego w wytworzenie PKB kapitału. Podsumowując: wielkość udziału płac pokazuje realny układ sił w społeczeństwie. Dowodzi czarno na białym, kto realnie zjada jaką część owoców wzrostu gospodarczego wypracowanych wspólnymi siłami przez całe społeczeństwo.

Pisze się o tym od paru lat z jednego prostego powodu. Ekonomiści zauważyli, że udział płac w ostatnich 40 latach systematycznie spada. Spójrzmy na Stany Zjednoczone, używając nieco innej miary. Jeżeli przyjąć 2009 r. za punkt odniesienia, to trend spadkowy widać bardzo wyraźnie: jeszcze w latach 50. XX w. udział płac w gospodarce sięgał nawet 112–114 proc. wartości z 2009 r. W latach 70. wciąż był większy, ale już „tylko” o 10–12 proc. Potem przyszły lata 80. i 90., gdy udział wynagrodzeń spadł do ok. 105 proc. poziomu z 2009 r. Dziś stanowi 96–97 proc. tej wartości. Podobne wykresy z podobną tendencją można wyrysować dla większości gospodarek kapitalistycznych. Także dla Polski, gdzie spadek udziału płac w PKB należał do najbardziej dotkliwych. W porównaniu z 1995 r. jest o jakieś 9 pkt proc. niższy. Wielu ekonomistów uważa, że to właśnie osłabienie znaczenia płacy stanowi sedno zjawiska zwanego neoliberalizmem i jednocześnie jest główną przyczyną kryzysu 2008 r. oraz jego polityczno-społecznych reperkusji, z którymi radzimy (albo raczej nie radzimy) sobie dziś.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.