Państwo na niby
30 sekund. Tyle czasu mieli posłowie na zadawanie pytań w trakcie debaty o cenach energii. Ustawę przyjęto ekspresowo 28 grudnia. W jeden dzień wywrócono do góry nogami model rynku energetycznego budowanego szeregiem regulacji od 1991 r. Pewności, co nas czeka, nadal nie mamy – szybko przyjęte przepisy okazały się pełne dziur, konieczna była nowelizacja. Nie wiadomo też, jak może wyglądać sytuacja w 2020 r. i latach kolejnych. Nie wiedzą tego konsumenci, nie wiedzą firmy wytwarzające i kupujące energię. Pewności nie mają też instytucje państwowe i samorząd, również NBP nie jest w stanie jasno powiedzieć, jak będzie wyglądał mechanizm kształtowania cen energii. Na branżowych spotkaniach przedstawiciele rządu lawirują i nie potrafią określić, jaki jest inwestycyjny scenariusz. Sytuację komplikują odmienne oficjalne założenia strategiczne – jedno bardziej ekologiczne, przygotowane najwyraźniej na potrzeby unijne, drugie trochę bardziej węglowe – użyteczne w kraju. W tle trwa jeszcze gorączkowe poszukiwanie wśród państwowych firm takich, które sfinansują i wybudują elektrownię jądrową.
Na dodatek przyjmujemy ten bałagan jako coś codziennego. Cytując Stefana Kisielewskiego: najgorsze jest nie to, że jesteśmy w d…, lecz to, że zaczęliśmy się w niej urządzać. Historia energetyczna dowodzi, że zaczęliśmy akceptować nienormalną sytuację: instytucje państwowe są, ale istnieją na niby.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.