Do zobaczenia…
„Tato ucałował mamę i moją młodszą siostrę, potem podszedł do mnie. Był bardzo spokojny, jakby nic się nie działo. Wziął moje dłonie i ucałował je. Nigdy wcześniej tego nie robił, to ja z szacunku całowałam ojca w rękę. Poprosił, żebym do jego powrotu zaopiekowała się mamą i siostrą. Grunt usunął mi się spod nóg. Runął mój bezpieczny świat. To było ostatnie pożegnanie z tatą, nigdy więcej go nie zobaczyłam. Został zamordowany w Charkowie” Janina Rożecka z d. Gutowska
O wojnie mówiło się już kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem. Zastanawiano się, czy na pewno wybuchnie, a jeżeli tak, to kiedy? Które państwa do niej przystąpią i jak długo będzie trwała… Zaczęły się przygotowania. Chociaż nie ogłoszono powszechnej mobilizacji, od wiosny poborowi zaczęli otrzymywać karty powołania. Bliscy żegnali ich, wierząc, że szybko wrócą do domu. Z każdym miesiącem, a później już tygodniem utwierdzano się w przekonaniu, że wojna jest nieunikniona. Robiono zapasy jedzenia, kopano rowy przeciwlotnicze, zaciemniano papierem okna, na skos oklejano szyby, co miało je chronić podczas wstrząsów po wybuchach bomb.
23 sierpnia 1939 r. marszałek Edward Rydz-Śmigły zarządził mobilizację, ale informacja o tym nie została podana do publicznej wiadomości, imienne karty powołania dostarczali poborowym kurierzy. Dopiero tydzień później, 30 sierpnia, prezydent Ignacy Mościcki ogłosił powszechną mobilizację. Zaczęły się zbiorowe pożegnania mężczyzn idących na wojnę, towarzyszyły im tłumy: rodziny, sąsiedzi, znajomi i całkiem obcy, chcący swoją obecnością dodać im otuchy. Płacz mieszał się ze śmiechem. Wierzono, że wojna długo nie potrwa, wszyscy żegnani szczęśliwie wrócą wkrótce do swoich domów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.