Socjalizm znaczy dobry seks
P anuje przekonanie, że kapitalizm pokonał socjalizm. I to zdecydowanie. Ten wynik może wyglądać jednak zupełnie inaczej, jeżeli uwzględnimy to, co się działo w sypialni. A właściwie we wszystkich miejscach, gdzie da się uprawiać seks.
Kobiety żyjące w realnym socjalizmie miały pod wieloma względami lepiej niż ich koleżanki z krajów zachodniej Europy i Ameryki. Za głoszenie takiej tezy jeszcze do dziś w Polsce można oberwać po głowie. Socjalizm był przecież zły i basta. Jakże tu porównywać los Polki, Rosjanki czy Czeszki z lat 70. do losu Amerykanki, Niemki albo Włoszki! Niebo i ziemia! A jednak Kristen R. Ghodsee z Uniwersytetu Pensylwanii ośmiela się taką tezę postawić i w sposób dość przekonujący jej broni.
Pikanterii całej sprawie dodaje to, że głównym argumentem autorki jest... seks. Dowodzi, że lepsze życie erotyczne kobiety miały właśnie u nas, a nie na Zachodzie. Jak to możliwe? Autorka wiąże to z różnymi poziomami utowarowienia seksu w kapitalizmie i w socjalizmie. Nie jest to aż takie oryginalne. Już klasycy i klasyczki XIX-wiecznej myśli marksistowskiej twierdzili, że jednym z celów socjalizmu jest odtowarowienie miłości. To znaczy sprawienie, by w społeczeństwie jutra dwoje ludzi mogło się kochać uczuciem czystym i dobrowolnym. A nie uczestniczyć w kontrakcie finansowym zwanym małżeństwem, gdzie (zazwyczaj młoda) kobieta wnosi swoją urodę i kupuje za nią opiekę (zazwyczaj starszego) mężczyzny. Mezalians jest zaś tępiony nie dlatego, że ktoś nie lubi osób z niższych klas społecznych, tylko ze strachu przed nadmiernym rozdrobnieniem majątku, gdy zwiążą się za sobą ludzie o różnych poziomach zamożności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.