Jak być przyzwoitym, czyli lęki i nadzieje George’a Orwella
Czy jednostka w epoce totalizmów może zachować indywidualność? Czy przyzwoitość wygra z obłędnym kultem władzy?
W roku 1985 Terry Gilliam – jeden z moich ulubionych reżyserów współczesnego kina – nakręcił „Brazil”, pastiszową, dystopijną tragikomedię o tym, jak wyglądałby totalitaryzm, gdyby stał się udziałem Anglików z ich tradycjonalizmem, dystansem, klasowością, biurokratyzmem i nadmierną skłonnością do eufemizmów. „Brazil” jest ewidentną wariacją na tematy Orwellowskie. Niemniej zapytany po latach o tę inspirację, Gilliam odparł: „Nie czytałem wtedy jeszcze «1984». I tak wszyscy wiedzieliśmy, co tam jest w środku”.
Przebija z tej wypowiedzi szczera prawda – „Folwark zwierzęcy” i „1984” stały się składnikiem masowej wyobraźni, a Orwellowskie neologizmy w rodzaju „nowomowy”, „myślozbrodni” czy „dwójmyślenia” weszły globalnie do mowy potocznej. Totalitarny świat odziany przez Orwella w powieściową fabułę dostarczył kulturze Zachodu schematów myślenia o politycznym zniewoleniu – niewykluczone, że „1984” była najbardziej wpływową książką epoki zimnej wojny, choć również dziś publicyści lubią rozszyfrowywać aktualny stan rzeczy z pomocą Orwella: lewica oskarża prawicę o seanse nienawiści wobec mniejszości, pokusę inwigilacji całych społeczeństw i nader luźny stosunek do prawdy, prawica z kolei punktuje lewicową słabość do poprawnościowego języka, który wycina z pola widzenia całe połacie rzeczywistości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.