Wróbel o papieżu: daru nie doceniliśmy, tajemnicy nie zobaczyliśmy [FELIETON]
Pamiętam, jak wiele, no, naprawdę wiele lat temu, radziliśmy w gronie redaktorów nad zapiskami Karola Wojtyły „Dar i Tajemnica”. Papież, wiadomo, papież, redakcja (jak na ówczesne standardy) prawicowa jak się patrzy, zapiski autobiograficzne – nad czym tu myśleć? Co najwyżej nad tym, który fragment. A nie, narada dotyczyła tego, czy w ogóle.
Wojtyła wrócił w zapiskach do lat powojennych, podczas których posługiwał jako wikary w niewielkiej parafii w Niegowici. Umówmy się, można tak wspominać pracę ukształtowanego przez miasto duchownego wysłanego na wieś, że mamy gotowy serial. Tak np. stało się ze wspomnieniami weterynarza, J. Herriota, którego „Wszystkie stworzenia małe i duże” stały się światowym bestsellerem. Losy oraz charakterystyki parafian mogłyby dać paliwo zgrabnie napisanym „Zapiskom skromnego wikarego”. Zwłaszcza że powojenny czas – właśnie padły nadzieje związane z legalną opozycją PSL, rozpanoszył się stalinizm, majaczyła się gdzieś niedopowiedziana powojenna historia Żydów – stanowił ciekawe tło opowieści.
Papież nie zważał
Tyle że papież, pisząc „Dar i Tajemnicę”, na potrzeby czytelników nie zważał. Napisał pouczenie skierowane do młodych księży bądź szykujących się do, jak mawia Kościół, posługi. Anegdoty zdarzają się rzadko i, broń Boże, nikogo nie szczypią. Dopiero ze wspomnień parafian możemy się dowiedzieć, jak Wojtyła rozruszał teatr („Dobierał do roli pod kątem charakteru. Ja miałam być niewidomą dziewczyną. Ale okazało się, że jestem za bardzo roztrzepana, zbyt żywa. I dostałam do zagrania córkę młynarza. Reżyserem ksiądz Karol był bardzo wymagającym. Pilnował, żeby dobrze nauczyć się roli, ładnie wymawiać swoje kwestie”, wspominała Maria Trzaska dla „Gazety Krakowskiej”. W innym miejscu wspomnień Marii dowiemy się, że kiedy jej brata pobito w UB, wikary skomentował: „Nie martw się. Oni sami się wykończą”. Też, powiedzmy, wcale nie są to opowieści frywolne czy obrazoburcze). Wojtyła papież napisał książkę wspierającą tych, którzy mieli wejść na znaną mu drogę służby. Im anegdot nie potrzeba.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.