Bliski Wschód w rozkroku
Monarchie z Zatoki Perskiej przez dekady bezsilnie przyglądały się rosnącym wpływom Iranu w regionie. Ale wcale nie palą się dziś do wsparcia izraelsko -amerykańskiej wojny.
Zaledwie kilka godzin przed tym, zanim dosięgły go izraelskie rakiety, szef irańskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa Ali Laridżani wydał opublikowane przez tamtejsze media oświadczenie. „Żaden muzułmański rząd nie stanął w obronie ludu Iranu, z kilkoma rzadkimi wyjątkami, ograniczającymi się zresztą do zajęcia wyłącznie politycznego stanowiska” – utyskiwał w komunikacie, skądinąd adresowanym bardziej do przeciętnego muzułmanina niż do elit. „Stany Zjednoczone i Izrael po jednej stronie, a muzułmański Iran i siły oporu po drugiej; po której stronie stoisz ty?” – pytał Laridżani.
Tyrada irańskiego dygnitarza mogła się wydawać gestem desperacji – ileż przecież nasłuchaliśmy się o tradycyjnej wrogości między szyitami a sunnitami, szyickim półksiężycu, w ramach którego Teheran manipulował szyickimi społecznościami w muzułmańskim świecie, czy długich listach animozji między teokratycznym reżimem a świeckimi monarchiami czy republikami Bliskiego i Środkowego Wschodu. Ale te animozje i rywalizacje spiętrzyły się dopiero w ostatnich latach, Laridżani zaś wydawał się odwoływać do euforii, jaką w całym świecie muzułmańskim wywołała niemal pół wieku temu rewolucja islamska.
Bo też była ona wyjątkowa. Nie upłynął tydzień od momentu, w którym Chomejni przejął faktyczną władzę w Iranie (przyjmuje się, że stało się to 11 lutego 1979 r.), a w Teheranie zameldował się Jasir Arafat. Kordialnie uściskał się z ajatollahem, ucałował go w lewy policzek, a po spotkaniu z emfazą dowodził: „Uwierzycie, że palestyńska rewolucja dzieje się w Iranie? Któż by w to uwierzył, nastała nowa epoka!”. W ten sposób dosyć obojętna Irańczykom wcześniej – za to kluczowa dla świata arabskiego – kwestia palestyńska stała się jednym z filarów nowej polityki zagranicznej Islamskiej Republiki.
Dzień po tym, jak Arafat opuścił Teheran, w stolicy wylądowała kolejna delegacja: przedstawicieli Braci Muzułmanów i pokrewnych organizacji, reprezentujących bastiony Braci – Egipt i Syrię, ale też Kuwejt, Pakistan, Indonezję. Kontakty z nimi zostały zadzierzgnięte jeszcze w latach 60.: Chomejni wyraźnie inspirował się niektórymi koncepcjami ówczesnego przywódcy Braci Sajjida Kutba, spotykał się z Braćmi, przebywając na emigracji w Iraku, a potem we Francji. I teraz czekała go przyjemna niespodzianka. „Według niektórych relacji Bracia gotowi byli zadeklarować Chomejniemu posłuszeństwo i wynieść go do rangi przywódcy całej muzułmańskiej wspólnoty” – pisze libańska dziennikarka Kim Ghattas w książce „Czarna fala. Arabia Saudyjska, Iran i czterdziestoletnia rywalizacja, która odmieniła kultury, religię i pamięć zbiorową na Bliskim Wschodzie”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.