Woś: Cieszcie się długiem [OPINIA]
Jeśli czytacie tę kolumnę regularnie, to wiecie dobrze, że w temacie zadłużenia publicznego dzieje się ostatnio sporo. Jest np. coraz bardziej oczywiste, że UE nie wróci w 2022 r. do limitów antyzadłużeniowych, które zawiesiła na czas pandemii. Bo gdyby chciała wrócić, to byłby prosty przepis na to, żeby wpędzić sporą część unijnych gospodarek w nielichy społeczny dramat.
Ekonomiczni liberałowie od lat przedstawiają dług publiczny jako największe ekonomiczne nieszczęście, jakie się może gospodarce przytrafić. Uwierzyli w ten dogmat tak mocno, że będą nas po wsze czasy straszyć negatywnymi skutkami „życia ponad stan” oraz „przerzucania zobowiązań na nasze dzieci i wnuki”. Warto jednak zauważyć, że w debacie ekonomicznej nie są to już głosy jedyne. Coraz więcej pojawia się argumentów o zgoła innej wymowie. Wśród nich jest choćby najnowsza praca Niemców – Christiana Bayera (Uniwersytet Fryderyka Wilhelma w Bonn), Benjamina Borna (Frankfurcka Szkoła Finansów i Zarządzania) oraz Ralpha Luettickego (Kolegium Uniwersyteckie w Londynie).