Półprzewodnikowa ekstraklasa i Polska. W produkcji czipów jesteśmy pustynią, którą można by zazielenić
Kto jest w półprzewodnikach capo dei capi? Wydaje się, że ciągle Stany Zjednoczone, choć niektórzy już wskazują Chiny przodujące w rozmiarach produkcji. Ale wielkość mierzona w sztukach nie jest miarą najważniejszą. Ponieważ kluczem jest ciągły postęp, bossem jest ten, kto ma u siebie najmądrzejszych i najzdolniejszych ludzi dokonujących kolejnych przełomów. W takim razie na czele jest zbiorowy Zachód z Ameryką na wysuniętej szpicy. W produkcji półprzewodnikowej Polska jest pustynią, która dałaby się trochę zazielenić. Warunkiem jest rezygnacja ze snów o potędze.
W 1994 r. kupiłem dla firmy dwie „cegły”. Prześmiewcza nazwa jest jak najbardziej na miejscu – analogowy telefon komórkowy firmy Motorola był rozmiarów cegły i miał podobną wagę. Amerykanie wyprzedawali wtedy u nas swój „demobil”, przecież już półtora roku później wprowadzili na rynki StarTAC-a o wadze ledwie 88 g. Rolę diety cud spełniały coraz to doskonalsze półprzewodniki, które zgodnie z prawem Moore’a z 1965 r. maleją o połowę co półtora roku (choć obecnie prawo to stanowi, że co dwa lata), jednocześnie stając się coraz wydajniejszymi. Wyobraźcie sobie nieco przygłupiego wielkoluda, który zaczyna się kurczyć w sobie, lecz rozumu nabiera chochlami. To właśnie ten przypadek.
Obserwatorzy z firmy SEMI podają, że w latach 2020 i 2021 ruszyły w świecie 34 nowe wytwórnie półprzewodników, zaś w tym oraz następnym roku rozpocznie produkcję kolejnych 58. Przywódca Chin, towarzysz Xi, mówił, że „dla produkcji przemysłowej są równie ważne jak serce dla ludzi, więc jeśli twoje serce nie jest mocne, nieważne jak wielki jesteś, prawdziwym siłaczem nie jesteś”. W 2000 r. rynek półprzewodników miał mieć wartość 222 mld dol. Do 2021 r. miał urosnąć dwuipółkrotnie – do nawet 580 mld. dol. Fenomen półprzewodników polega na tym, że większość jest tania jak barszcz. W 2020 r. wytworzono ich około biliona, więc przeciętna cena globalna to ok. 60 centów, dwa–trzy złote za sztukę. Choć są tanie i powstają w wyniku procesów z niedużym wykorzystaniem materiałów, wymagają olbrzymich nakładów umysłowych. Wskutek tego ich opracowywanie jest wyłączną domeną nielicznych „rezerwatów” intelektualnych.
Kto jest w półprzewodnikach capo dei capi? Wydaje się, że ciągle Stany Zjednoczone, choć niektórzy już wskazują Chiny przodujące w rozmiarach produkcji. Ale wielkość mierzona w sztukach nie jest miarą najważniejszą. Ponieważ kluczem jest ciągły postęp, bossem jest ten, kto ma u siebie najmądrzejszych i najzdolniejszych ludzi dokonujących kolejnych przełomów. W takim razie na czele jest zbiorowy Zachód z Ameryką na wysuniętej szpicy. Przez dekady ustaliły się specjalizacje i hierarchia. Projekty czipów powstają głównie w USA, produkcja odbywa się na Tajwanie, w Korei, Chinach i Japonii, a maszyny do ich produkcji są z Holandii. Reszta krajów to leszcze i płotki.
Wśród mniejszych ryb pływa także zachód Europy. Dlaczego ciągnie się za Ameryką i Azją? W każdej anegdocie znajdują się ziarna prawdy. Ta z książki „Chip War” jest wręcz zgryźliwa. Jej autor, Chris Miller, podśmiewa się, że winę za nasze zapóźnienie ponosi przywódca Francji Charles de Gaulle, który w 1962 r. otrzymał od premiera Japonii tranzystorowe radyjko. Generał miał pokręcić nosem, uznając podarunek za tandetę. – Ten komiwojażer od tranzystorów – mawiał potem o swoim gościu. Mylił się, ale i tak w dziedzinie IT nie powstała w Europie żadna firma na miarę np. Google’a. Semiconductor Industry Association podaje, że wartość sprzedaży europejskiego przemysłu półprzewodnikowego wyniosła w 2021 r. 48 mld dol., co stanowiło niecałe 9 proc. światowej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.