Półprzewodnikowa ekstraklasa i Polska. W produkcji czipów jesteśmy pustynią, którą można by zazielenić
Kto jest w półprzewodnikach capo dei capi? Wydaje się, że ciągle Stany Zjednoczone, choć niektórzy już wskazują Chiny przodujące w rozmiarach produkcji. Ale wielkość mierzona w sztukach nie jest miarą najważniejszą. Ponieważ kluczem jest ciągły postęp, bossem jest ten, kto ma u siebie najmądrzejszych i najzdolniejszych ludzi dokonujących kolejnych przełomów. W takim razie na czele jest zbiorowy Zachód z Ameryką na wysuniętej szpicy. W produkcji półprzewodnikowej Polska jest pustynią, która dałaby się trochę zazielenić. Warunkiem jest rezygnacja ze snów o potędze.
W 1994 r. kupiłem dla firmy dwie „cegły”. Prześmiewcza nazwa jest jak najbardziej na miejscu – analogowy telefon komórkowy firmy Motorola był rozmiarów cegły i miał podobną wagę. Amerykanie wyprzedawali wtedy u nas swój „demobil”, przecież już półtora roku później wprowadzili na rynki StarTAC-a o wadze ledwie 88 g. Rolę diety cud spełniały coraz to doskonalsze półprzewodniki, które zgodnie z prawem Moore’a z 1965 r. maleją o połowę co półtora roku (choć obecnie prawo to stanowi, że co dwa lata), jednocześnie stając się coraz wydajniejszymi. Wyobraźcie sobie nieco przygłupiego wielkoluda, który zaczyna się kurczyć w sobie, lecz rozumu nabiera chochlami. To właśnie ten przypadek.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.