Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie przyczyna, lecz skutek. Co się stało, że Braun może głosić swoje bzdurne tezy, a ludzie mu wierzą

Grzegorz Braun
"Do niedawna kwestionowanie Holocaustu było w naszym kraju intelektualnie niemożliwe. Sprawił to demoniczny Braun? Nie. On tylko skorzystał z okoliczności, które zostały mu podarowane" - pisze Piotr SkwiecińskiX.com
25 lipca 2025

Słowa Grzegorza Brauna (o nieistnieniu komór gazowych, połączone z niechęcią do przyznania, iż Niemcy mordowali Żydów na skalę przemysłową) potępiła praktycznie cała (łącznie z radykalną prawicą) scena polityczna; zostały one także zdemolowane przez historyków. Publicyści wielokrotnie również opisali motywację Brauna: cyniczne grupowanie wokół siebie elektoratu najskrajniejszego, często złożonego z ludzi, jak to się teraz mówi, znajdujących się w spektrum (jeszcze niedawno określanych jako „świry”).

O Braunie nie ma więc powodu mówić. Póki oczywiście nie zrobi czegoś, by jeszcze wzmocnić swój niepokorny wizerunek, np. ogłaszając, że za Katyń odpowiadają Niemcy. Byłaby w tym zresztą jakaś pokrętna logika, bo skoro uwalnia III Rzeszę od zbrodni Holocaustu, to może dorzucić im inną, dotąd im nieprzypisywaną, po prostu dla równowagi; oraz po to, żeby nie wyjść na proniemieckiego. Ale to nie znaczy, że przestał istnieć temat, bo pojawił się też inny, ciekawy aspekt zagadnienia. To ludzie, którzy mu wierzą.

"Pan Grzegorz Braun". Dlaczego normalny człowiek ma wrażenie, że żyje w innym świecie

Kiedy zajrzy się do sieci społecznościowych, do wpisów osób związanych (choć nie tylko) czy to z Konfederacją i poszczególnymi jej politykami, czy to po prostu osób chwalących się swoim nacjonalizmem i/lub anty ukrainizmem, normalny człowiek może odnieść wrażenie, że znalazł się w innym świecie. Przy czym zaznaczam – nie chodzi mi o tych polityków. Chodzi o ich followersów. Ciężko w to uwierzyć, ale jest wśród nich wielu, którzy nie tylko wierzą w tezy Brauna, ale też na każdy przytoczony fakt dowodzący bzdurności jego twierdzeń reagują ostrą agresją. Oto pewien polityk Konfederacji, próbując delikatnie „ociosywać beton” (by użyć metafory lubianej w latach 90. przez liberalnych polityków SLD, opisujących tak swoje próby stępienia ostrości odrzucania III RP przez najradykalniejszą część elektoratu postkomunistów), publikuje powojenne, dotyczące komór gazowych świadectwo więzionego przez Niemców polskiego narodowca. Najczęstsze reakcje followersów: czy ów narodowiec rzeczywiście mógł widzieć to, co pisze, że widział? A może jego świadectwo zostało sfałszowane? W każdym razie kwestię jego prawdziwości powinien rozstrzygnąć „Pan Grzegorz Braun” (niemal zawsze „Pan” i z dużej litery). A tak w ogóle, to publikujący je polityk Konfederacji już sprzedał się Sami-Wiecie-Komu.

Wydaje się, że gdyby Braun faktycznie stwierdził, że Katyń zrobili Niemcy, ci ludzie i tak poszliby za nim. Może bez wielkiego entuzjazmu i może z ociąganiem, ale by poszli. Beton nie chce dać się ociosać.

Co mnie najbardziej zdumiewa? Chyba to, że nasi dziadkowie i pradziadkowie (w tym dziadkowie i pradziadkowie tych, których zdaniem dziś „Pan Braun mówi, jak jest”) w tych sprawach nie mieli wątpliwości. Być może najskrajniejsi antysemici mogli wręcz cieszyć się z tego, że Hitler wymordował Żydów, ale sam fakt ludobójstwa i używania dla jego realizacji komór gazowych był oczywistą oczywistością dla wszystkich. Żeby się o tym przekonać, wystarczy poczytać prasę konspiracyjną (włącznie z NSZ-owską) i tuż powojenną. Również długie lata po wojnie nikomu nie przychodziło do głowy, żeby Holocaust podawać w wątpliwość. Bo przecież to wszystko rozgrywało się na ich, naszych dziadków i pradziadków, oczach. To, nawiasem mówiąc, różniło nas, a także mieszkańców okupowanych terenów ZSRR i Bałkanów, od obywateli państw Europy Zachodniej, z których Żydów wywożono w nieznane, co tworzyło przestrzeń dla stawiania nad ich losem znaków zapytania. W Polsce, na Litwie czy Ukrainie takiej przestrzeni nie było.

Pozostało 59% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.