Kościół kontra obojętność. "Wzruszenie ramionami boli bardziej niż atak" [WYWIAD]
U młodych ludzi wzruszenie ramionami jest coraz powszechniejszą reakcją na chrześcijaństwo. Ich to nie obchodzi. I nie mam na to prostej recepty.
Z o. Romanem Bieleckim rozmawia Marcin Fijołek
Czy to, z czym ludzie przychodzą dziś do spowiedzi, różni się od tego, z czym przychodzili 10 albo 20 lat temu?
Zdecydowanie pogłębiła się wiedza psychologiczna na temat zachodzących w nas procesów emocjonalnych i ich złożoności. Stąd np. złość czy zawiść, które mogą prowadzić do grzechu i ranić drugą osobę, częściej są niuansowane. Oczywiście, jeśli komuś sumienie wyrzuca je jako zło, warto go słuchać. Ale dajmy na to brak cierpliwości w sytuacji, gdy prosimy raz, drugi czy trzeci o zrobienie czegoś w domu, a to się nie dzieje, niekoniecznie musi być traktowany jako powód do spowiedzi. Podobnie gniew, który ma szeroką skalę rozpiętości, począwszy od przemocy domowej, a skończywszy na oburzeniu z powodu braku sprawiedliwości czy zetknięcia się z czyimś cynizmem. To są różne sytuacje pod względem moralnym.
I tak z konfesjonału robi się kozetka terapeutyczna.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.