Obcy w swoim stuleciu
W opasłej biografii H.P. Lovecrafta znawca jego dzieła, S.T. Joshi, próbuje zmierzyć się z legendą samotnika z Providence, który literaturę pokochał bardziej niż ludzi
Ktoś powiedział o H.P. Lovecrafcie, że obecny jest w kulturze tak jak postaci, które stworzył. Bo one, niby przyczajone gdzieś na uboczu, w zakamarkach świadomości zbiorowej, tak naprawdę są wszechwładne. Podobnie jest z autorem: wprawdzie mało kto go czytał, ale jego wpływ na kulturę masową jest ogromny. Od muzyki heavymetalowej po serial "Z Archiwum X", od horrorów Wesa Cravena po gry komputerowe. Na inspirację Lovecraftem powoływali się nie tylko twórcy grozy, ale także Joyce Carol Oates i Jorge Luis Borges. Stworzony przez Amerykanina przerażający świat jest równie nietuzinkowy co jego życie. A książka Joshiego to bodaj najpełniejsza dotychczas biografia klasyka grozy.
Urodzony w 1890 roku Howard Phillips Lovecraft był dzieckiem wątłym i chorowitym, za to niezwykle zdolnym. Jako dwulatek recytował wiersze, rok później czytał, a w wieku lat sześciu potrafił już pisać. Zainteresowania chłopca również dalekie były od standardowych - pasjonował się mitologiami, antyczną Grecją i światem arabskim. Ulubioną lekturą młodzieńczego okresu stały się "Baśnie tysiąca i jednej nocy". Nie ukończył jeszcze dziesięciu lat, gdy odkrył Poego - pisarza, który wywarł wielki wpływ na jego literacką karierę. Wtedy też obudziła się w nim fascynacja naukami ścisłymi. Z tego podłoża wyrosła oryginalna filozofia Lovecrafta, łącząca fantastykę z naukową logiką.
O ile dzieciństwo Lovecrafta przebiegało raczej szczęśliwie (poza smutnymi epizodami, jak śmierć ojca - dziś wiadomo, że wywołana chorobą umysłową i następstwami syfilisu), o tyle wiek nastoletni stał się dla niego przyczyną wielu utrapień, a w efekcie doprowadził do ciężkiego załamania nerwowego. Podobno główną przyczyną tego stanu były zawiedzione ambicje naukowe - Lovecraft chciał zająć się astronomią, ale uniemożliwiły mu to problemy z nauką algebry. Jako osiemnastolatek przerwał edukację. Luki w wykształceniu i niemożność pójścia wymarzoną drogą kazały mu przewartościować całe swoje życie. "Unikałem towarzystwa ludzi, sądząc, że poniosłem zbyt wielką porażkę, aby móc spojrzeć w oczy tym, których znałem w młodości. Głupcem byłem, że oczekiwałem po sobie tak wielkich rzeczy" - wspominał w jednym z listów.
Dopiero po czterech latach życia w odosobnieniu Lovecraft nawiązał korespondencję z towarzystwami pisarzy amatorów. Wkrótce na łamach prasy zaczęły ukazywać się jego opowiadania. Niestety, choć na polu fikcji literackiej autor wykazywał się niezwykłą wyobraźnią, brakowało mu jej w zapatrywaniach na kwestie społeczne. Lovecraft co prawda opisywał samego siebie jako demokratę i zwolennika wprowadzanego przez Roosevelta "Nowego ładu", ale był także niepoprawnym rasistą - lektury, rodzina, podkreślana z lubością przynależność do "czystej krwi angielskiej gentry" sprawiły, że nigdy w pełni nie odrzucił uprzedzeń rasowych. Był też mizoginem, otwarcie deklarującym niechęć do spraw relacji uczuciowych oraz seksu. Tym bardziej zaskakuje fakt, że ożenił się z nowojorską Żydówką, Sonią Greene - małżeństwo przetrwało jednak zaledwie kilka lat, a większość tego czasu państwo Lovecraft spędzili w separacji.
Prawdziwą miłością w życiu Lovecrafta na zawsze pozostała literatura - traktowana bezkompromisowo, jako sposób autoekspresji. Choć za życia nie doczekał się wielkiej popularności (zmarł w 1937 roku na raka jelita), nigdy nie przestał wierzyć w swoje powołanie: "Nie jestem w stanie pisać o zwykłych ludziach, ponieważ ci w żadnym wypadku mnie nie interesują. Bez zainteresowania nie może być sztuki. Relacje międzyludzkie mnie nie zajmują. Dopiero stosunek człowieka do wszechświata - do nieznanego - jest w stanie wzbudzić w mym umyśle iskrę twórczej wyobraźni".
Trudno nie zestawić tej gigantycznej biografii z esejem Michela Houellebecqa poświęconym pisarzowi ("H.P. Lovecraft - przeciw światu, przeciw życiu"), który ukazał się w Polsce parę lat temu. S. T. Joshi poświęcił mistrzowi grozy dwadzieścia pięć lat swojego życia, robiąc wyczerpujące badania, brnąc przez jego legendarną już korespondencję, liczącą ponad sto tysięcy listów, odwiedził chyba każdą bibliotekę, która dysponuje jakimiś materiałami na temat pisarza. Nie wiadomo, ile czasu i pracy poświęcił samotnikowi z Providence autor "Cząstek elementarnych" - zważywszy jednak na charakter i objętość jego pracy, mogło to trwać zaledwie parę tygodni.
A jednak to Houellebecq lepiej przejrzał mikroświat Lovecrafta - być może z tej prostej przyczyny, że sam jest pisarzem, a pisząc o autorze "W górach szaleństwa", tak naprawdę mówił o sobie - o swojej niechęci do cywilizacji, gospodarki rynkowej, o depresji. Dzięki tej pełnej zrozumienia perspektywie mogliśmy prawdziwie zbliżyć się do niepokojącego świata wyobraźni mistrza grozy.
Joshi stosuje zupełnie inne podejście: znawcy literatury, akademika. Bawi go raczej praca historycznoliteracka niż zgłębienie fenomenu postaci Lovecrafta. Trzeba zarzucić mu przy okazji, że gubi się w nadmiarze faktów. Pewnie dysponując tak bogatym materiałem, trudno było oddzielić ziarna od plew, niemniej jednak psuje to przyjemność lektury. S.T. Joshi potrafi z wielką pasją dzielić się z czytelnikiem faktem kupienia przez Lovecrafta grzejnika naftowego, a później w wielu zdaniach rozstrzygać kwestię tego, jak długo pisarz musiał zatem jadać zimne posiłki. Wszystko wydaje mu się ważne zarówno to, że Lovecraft przepadał za Chaplinem, jak i to, że jego wiersz "Nathicana" był opublikowany po raz pierwszy w "odwlekanym bardzo długo ostatnim numerze czasopisma "Vagrant" (wiosna 1927) W. Paula Cooka".
Z drugiej strony trudno przecenić wkład Joshiego w popularyzację wiedzy o Lovecrafcie. Na ponad 1000 stron czytelnik znajdzie wszystko, co o pisarzu z Providence powinien wiedzieć - od odpowiedzi na pytanie o jego kulinarny przysmak (włoska zupa minestrone) po literackie, filozoficzne czy historyczne podłoże jego dzieł. Szkoda tylko, że to cenne opracowanie nie jest napisane z większą lekkością. Tonąc w nadmiarze szczegółów i informacji przydatnych wyłącznie badaczom literatury, raz po raz tracimy z oczu to, co najważniejsze - samą postać autora, jego nietuzinkowy mikrokosmos.
@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.034a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.034a.002.jpg@RY2@
Ilustracja autorstwa Dave’a Carsona inspirowana prozą Lovecrafta
@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.034a.003.jpg@RY2@
Patrycja Pustkowiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu