Marynarskie zaśpiewy i szalone piruety z polszczyzną
Wodniacy nie polubią tej płyty. "Antyszanty" Huberta Dobaczewskiego "Spiętego" to szyderczo-melancholijny dekalog autora, tyleż inspirowany morzem, ile poezją podwórek
Na solowym albumie "Spięty" pokazuje żeglarski pazur. Woda to dla niego żywioł idealny, bo daje wyrazić wszystko. "Spięty" śpiewa więc głównie o śmierci, tej, co "cycki ma pierwszoklaśne" ("Bajka o śmierci"), i tej nieubłaganej, o której nie tylko morze każe pamiętać ("Morże"). Katalog liryczny nie zamyka się zresztą na wielkich tematach, bo są i rozliczenia ze sobą ("Nie wszystko zostało napisane"), jest wódka i morze - główny bohater, trudny do uchwycenia. Tam, gdzie się to "Spiętemu" udaje ("Ma Czar Karm", w której morze daje i zabiera sprawiedliwie, "Dworujże"), widać, że czuje żeglarskiego ducha niemal tak samo, jak lingwistyczne zabawy z polszczyzną. Oficjalną, dodajmy, bo roi się tu od tekstów, które zjeżą włosy na głowie polonistkom, a wprawią w zachwyt ich wychowanków ("może się raz w życiu postaw i na zawietrzną wysikaj" śpiewa "Spięty" w "Morżu", a w "Bajce o śmierci" nawołuje "hej, chłopcze do rej, puszczaj f...ta, wciągaj buta"). Jednak prawdziwa, szorstka poezja mórz i najciekawsze "izmy" ("czar ma czarna karma") czekają tu na bardziej dociekliwych.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.