Roztańczony portret Kurta Weilla
"Kurt Weill" to propozycja skierowana nie tylko do koneserów tańca. Krzysztof Pastor stworzył wielowarstwową opowieść o życiu niemieckiego kompozytora. Szkoda, że artyści Opery Narodowej nie do końca sprostali temu zadaniu.
Najmniejszych wątpliwości nie budziły te składniki spektaklu, nad którymi dyrektor Polskiego Baletu Narodowego miał pełną kontrolę i które niemal bez modyfikacji importowane zostały z oryginalnego holenderskiego przedstawienia. A więc przede wszystkim scenariusz muzyczny, który, choć stanowił prowokacyjnie kontrastowy kolaż fragmentów muzyki Weilla, zyskał walor samodzielnego, elektryzującego dramatu. Problemy pojawiły się na etapie wykonania. Po pierwsze operowa orkiestra całkiem dobrze wypadała w "poważnych", nawet awangardowych utworach Weilla, kalecząc jednocześnie popularne songi kompozytora. Męczyła w nich symfoniczna ociężałość, przeszkadzał brak dobrej komunikacji ze śpiewakami; drażnił całkowity brak poczucia swingu. Trudno oczywiście wymagać od powołanego do gry "na miarę" zespołu, by nagle zyskał rytmiczną elastyczność, choćby na poziomie amerykańskich orkiestr rozrywkowych. Ale tylko brakiem wyobraźni tłumaczyć można pomysł zatrudnienia w spektaklu klasycznych śpiewaków. Bodaj tylko Małgorzata Walewska odnalazła w sobie odrobinę kabaretowego luzu , ale i tak dekadencka "Alabama Song" przypominała w jej interpretacji arię miłosną.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.