Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Roman Polański - ofiara Ameryki

Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Słynny dokument Mariny Zenovich o procesie wybitnego polskiego reżysera od jutra na ekranach naszych kin. Reżyserka staje po stronie swego bohatera. Jej film jest bezlitosnym oskarżeniem amerykańskiego systemu sprawiedliwości

Zenovich pracowała nad swym filmem pięć lat, próbując ustalić prawdziwe okoliczności gwałtu na 13-letniej Samancie Geimer, a przede wszystkim odsłonić kulisy procesu Polańskiego. On sam wiedział o powstającym dokumencie, jednak nie chciał w nim wystąpić, uznając, że wyglądałoby to na autopromocję.

Miał rację. To, co miał do powiedzenia, już powiedział. Autorka zbudowała film ze współczesnych wywiadów z prawnikami, policjantami, dziennikarzami, ludźmi ze świata filmu i wreszcie z samą ofiarą - dziś czterdziestopięcioletnią, zamężną, mieszkającą na Hawajach. Gadające głowy zmontowała z archiwalnymi zdjęciami, fragmentami telewizyjnych relacji i filmów Polańskiego. Opowiada o sprawie krok po kroku, zbiera fakty i interpretacje, ujawniając szczegóły, o których wielu nie miało pojęcia. Nie jest to jednak narracja obiektywna. Autorka nie ukrywa swych intencji, tezy wysupłuje z wypowiedzi rozmówców już na początku, a potem je drąży i pogłębia, jakby preparowała dowody obrony Polańskiego.

W jej filmie da się wyczytać wyraźną sugestię, że Polański - choć niewątpliwie winny uprawiania seksu z nieletnią, do czego sam się przyznał - padł ofiarą amerykańskiej pruderii, a przede wszystkim systemu zamieniającego rozprawę sądową w medialny spektakl. Zenovich utożsamia się z Polańskim, który jak sam mówił, czuł się wtedy "myszą, którą bawił się wyjątkowo wredny kot". Miał na myśli sędziego Laurence’a Rittenbanda opętanego obsesją na punkcie rozgłosu, manipulującego procesem i okłamującego adwokatów. Koronnym dowodem na stronniczość sędziego ma być w filmie wypowiedź emerytowanego prokuratora Davida Wellsa, który przed kamerą opowiada o prywatnych rozmowach, jakie prowadził w 1977 r. z Rittenbandem. Gdy Polański po 42 dniach aresztu wyszedł na wolność, Wells pokazał sędziemu zdjęcie zamieszczone w jednej z gazet, przedstawiające reżysera w damskim towarzystwie podczas Oktoberfestu w Niemczech. - Ten sukinsyn pójdzie na długie lata do więzienia albo zostanie deportowany - miał powiedzieć Rittenband. Rittenband, czarny charakter dokumentu, zmarł w 1993 roku. Polański, jak wiadomo, uciekł z USA i nigdy tam nie wrócił, nawet by odebrać Oscara za "Pianistę". Po emisji filmu Zenovich jego prawnicy próbowali słowa Wellsa wykorzystać do ostatecznego zamknięcia sprawy. Wells jednak nieoczekiwanie odwołał swe zeznania. Mówił, że przed kamerą kłamał, bo nie sądził, że film zostanie wyemitowany w USA.

Osłabia to być może ciężar filmowego dowodu, nie osłabia jednak wątpliwości co do czystości procesu. Wyrok, jaki mógł zapaść w tej sprawie, mieścił się w granicach od sześciu miesięcy w zawieszeniu aż do 50 lat bezwzględnego więzienia. Spora rozpiętość zależna od decyzji jednego człowieka, o którym i bez zeznań Wellsa można domniemywać, że był do Polańskiego uprzedzony. Obrońca Polańskiego Douglas Dalton sprawdził, że w roku poprzedzającym proces było w USA sześć podobnych spraw, z których pięć zakończyło się polubownie, a jedna wyrokiem w zawieszeniu. Tymczasem Polański na mocy ugody spędził w więzieniu sześć tygodni. Mormoński prokurator Roger Gunson domagał się - wbrew woli samej Samanthy Geimer i jej matki - kary więzienia, przeprowadzając dowód winy Polańskiego na podstawie analizy jego filmów. Erotyczne zbliżenie na jachcie z "Noża w wodzie", gwałt z "Dziecka Rosemary" miały prefigurować seks z nieletnią w jacuzzi. Scena z "Chinatown", w której Polański kaleczy Jackowi Nicholsonowi nos, świadczyć miała o skłonności do przemocy, a "Wstręt" o mizoginii. Istne horrendum pomylenia rzeczywistości z filmową fikcją. Ale nawet sam Gunson przyznaje rację Polańskiemu, że uciekł z USA przed ogłoszeniem werdyktu. Mówi, że zrobiłby to samo, bo intencje sędziego i dla niego były jasne.

Zenovich, owszem, demaskuje proces Polańskiego jako medialną farsę, samego zaś reżysera wybiela, uciekając się do sztuczek momentami demagogicznych. Ulega magii Polańskiego, jego artystycznej wielkości, wierzy bez zastrzeżeń w jego tłumaczenia. Mimo to trudno ukryć niesmak, gdy 10 lat później artysta mówi, iż choć wiedział, że dziewczynka miała 13 lat, czuje się w porządku. Z drugiej strony trudno mu jednak nie współczuć, gdy po śmierci Sharon Tate brutalnie zamordowanej przez członków sekty Charlesa Mansona latem 1969 roku media spekulowały, że ich dom w Benedict Canyon był miejscem dzikich orgii, a Polański - z uwagi na swój styl życia i na "Dziecko Rosemary" był współwinnym śmierci żony. Absurd pomieszania rzeczywistości z fikcją prześladował jak widać Polańskiego także wcześniej.

Reżyserka stara się przybliżyć schizofreniczną atmosferę obyczajowego rozdwojenia lat 70. w Kalifornii, analizuje fenomen popularności Polańskiego, wyjaśnia różnice w postrzeganiu prawa w Europie i Stanach. Jej film kompromituje amerykański system sprawiedliwości, ale przede wszystkim pokazuje, co sprawa Polańskiego mówi o współczesnej popkulturze, o stosunku do sławy i medialnej histerii.

Życie dopisało do jej dokumentu postscriptum. Aresztowanie Polańskiego i towarzysząca mu atmosfera rozpięta między strzelistymi mowami obrończymi a żądaniem spalenia na stosie ze strony moralnych autorytetów nie postawiły żadnego istotnego pytania o etykę, podbiły tylko jałowy medialny bębenek, w którym nie ma już miejsca na sens i treść, liczy się skandal i sensacja jako taka. Film Zenovich ogląda się dziś nieco inaczej niż jeszcze przed trzema miesiącami, ale jego sens się nie zmienił. Polega on na stworzeniu fascynującego widowiska, które jest nie tyle rzetelnym opisem budzącej skrajne emocje sprawy, ile wezwaniem do poważnej o niej rozmowy.

@RY1@i02/2009/221/i02.2009.221.000.015a.101.jpg@RY2@

Autorka filmu uważa, że proces Romana Polańskiego był i jest medialną farsą

Kino Świat

Wojciech Kałużyński

wojciech.kaluzynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.