Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tajscy reżyserzy kopiują amerykańskie wzorce

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

To nie jest najlepszy czas na robienie filmów. Nikt nie chce inwestować, trudniej sprzedać zagraniczne prawa. Na szczęście, jeśli chodzi o kwestię kreatywności, to nie zaobserwowałem dramatycznego upadku (śmiech).

Tajskie kino jest bardzo podobne do amerykańskiego, kopiujemy tamtejsze wzorce. Zwłaszcza głupiutkie komedie cieszą się u nas sporą popularnością. Ambitne filmy z głębszym przesłaniem robi garstka reżyserów poza głównym nurtem.

Tak się o nas mówi. Aphichatpong Weerasethakul i Wisit Sasanatieng, moi koledzy zaliczani do tego nurtu, i ja odbiegamy od przeciętnej. Może po prostu nie umiemy kręcić filmów mainstreamowych? Robimy niskobudżetowe filmy tak jak nam się podoba. Fakt, że odstajemy od reszty, ma cenę - rzadziej możemy kręcić filmy, trudniej zebrać fundusze.

Ale to Bangkok jest moją jedyną miłością. Nie mógłbym już mieszkać nigdzie indziej. Choć Nowy Jork, czyli w latach 80., był rewelacyjnym miejscem. To był prawdziwy Nowy Jork, którego dziś już nie ma: Andy Warhol, Basquiat, Ramones, Laurie Anderson, David Byrne - wszystko na żywo i w kolorze. Pierwsze filmy Jarmuscha czy kino Woody’ego Allena - jako student artystycznej szkoły żyłem tym. Tam zaczęła się też moja fascynacja kinem europejskim, dosłownie pożerałem wszystko, co nakręcili Bergman czy Antonioni. Właśnie wówczas ukształtowała się moja filmowa wrażliwość.

Świetnie wspominam tę współpracę. Jesteśmy paczką znajomych. Miike, który zagrał szefa jakuzy, jest dla mnie jak brat.

@RY1@i02/2009/207/i02.2009.207.000.017b.101.jpg@RY2@

"Last Life In The Universe" w reż. Pan-eka Ratanaruanga

Materiały prasowe

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.