Charlie Chaplin schodzi do piekła
"Moją córeczką" w warszawskim Ateneum Marek Fiedor przywraca teatrowi niemal zapomniane już przejmujące opowiadanie Tadeusza Różewicza oraz pozwala Arturowi Barcisiowi pokazać prawdziwą skalę aktorskich umiejętności
Intensywna obecność Tadeusza Różewicza wydaje się tylko wygodnym dla wszystkich złudzeniem. Bo przecież niby jest, każdy sezon przynosi po ileś tam premier. A jednak jakby go nie było, bowiem w repertuarach teatrów stale obecna jest wyłącznie "Kartoteka". Przeglądam w myślach ważne inscenizacje tekstów autora "Pułapki" z ostatnich lat. Wcale nie było ich wiele. Najpierw "Duszyczka" Grzegorzewskiego, "Na czworakach" Kutza z Narodowego oraz "Spaghetti i miecz" tego samego reżysera z krakowskiego Starego Teatru, "Do piachu" Opryńskiego i Mazurkiewicza z lubelskiego Provisorium, "Moja córeczka" Barańskiego w telewizji, "Wyszedł z domu" Fiedora w Polskim w Poznaniu. Wygląda na to, że Różewicz, chętnie dziś postrzegany jako klasyk współczesności, bywa postrzegany jako przykra konieczność. Grać go wypada, bo ilu mamy jemu równych? Jeszcze tylko Mrożka. Ale co należałoby poprzez utwory Różewicza mówić - z tym już jest znacznie większy kłopot.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.