Europa w miniaturze
* *
Ten słowiański kraj traktowany jest w polskim piśmiennictwie trochę po macoszemu. Po co szerzyć o nim wiedzę, skoro tuż pod bokiem mamy "podobną" do niego Słowację? Fałsz podobnego rozumowania wychwyci każdy, kto choć pobieżnie zainteresuje się tym niewielkim skrawkiem ziemi.
Jak na małe rozmiary ziemia to niezwykle zróżnicowana. Większość jej obszaru zajmują góry, a najpiękniejsze alpejskie krajobrazy znajdziemy właśnie tu. Adriatyckie wybrzeże to już klimaty śródziemnomorskie. Jeśli dodamy do tego trochę Niżu Środkowoeuropejskiego i trochę Bałkanów, będziemy mieli całą Słowenię. Krótko mówiąc, Europa w miniaturze. A przecież są jeszcze krasowe jaskinie i rzeki znikające pod ziemią, czyli coś, czego nie ma reszta kontynentu. Mała Słowenia jest tak bogata w krajobrazy, ponieważ leży na styku różnych obszarów Europy.
Dlatego dobrze uczynili autorzy przewodnika, kierując się kluczem regionów, które choć nieobecne na administracyjnej mapie kraju wyraźnie dzielą Słowenię na kilka osobnych części. Gorenjska to Alpy Julijskie, Primorska - lądowe zaplecze Adriatyku. Osobnym regionem jest maleńka, słoweńska część Istrii. Notranjska to kras i dzikie lasy, Dolenjska - winne stoki. Są jeszcze regiony związane historycznie z sąsiadami: Sztajerska, czyli słoweńska część Styrii, Koroszka - ułamek Karyntii, wreszcie Prekmurje, czyli kawałek starych Węgier. Pośrodku tych krain mieści się, jak zwornik, stołeczna Lublana.
Słabą stroną książki bywa jej powierzchowność. Autorzy, mimo że - jak deklarują - byli w Słowenii już dwadzieścia razy, jakoś nie mogą się powstrzymać, by od czasu do czasu nie popisać się typowo anglosaską dezynwolturą. Jej przejawem jest słowo "podobno", pojawiające się wszędzie tam, gdzie nie chciało im się sprawdzić wiadomości u źródła. A informacja o tym, jakie jest ulubione wino Billa Clintona (s. 135), wydaje im się ważniejsza od wielu innych, dotyczących południowosłowiańskiej specyfiki i kultury, które w przewodniku pominęli. McKelvie podają, że Słowenia "jest jednym z najbardziej jednolitych etnicznie państw w Europie", by dosłownie w następnym zdaniu uraczyć nas absurdalną w tym kontekście tezą, iż "większość osób ma przynajmniej jednego rodzica narodowości włoskiej, węgierskiej, chorwackiej lub austriackiej" (s. 10). Przy opisie Istrii uparcie sugerują, jakoby ludność włoska przyjechała tam dopiero z Mussolinim, a czytelnik zadaje sobie pytanie, skąd w takim razie wziął się w Piranie barokowy kompozytor Giuseppe Tartini: czyżby przybył tam jako okupant?
Trudno więc winić polskie tłumaczki, że zdarza im się przekładać bez zrozumienia coś, czego nie rozumieją sami autorzy. Stąd biorą się kwiatki w rodzaju "Hitler nakazał niemieckim mieszkańcom Koczevje przejąć ziemię". W rzeczywistości nie o przejęcie ziemi tam chodziło, lecz o przesiedlenie: naziści wygnali Niemców z Koczevja, by osiedlić ich nad Sawą, skąd z kolei wygnali na wschód Słoweńców.
Plusem przewodnika są plany miast, nawet niewielkich, których nie uświadczysz w innych polskich publikacjach.
@RY1@i02/2009/193/i02.2009.193.184.008a.001.jpg@RY2@
Radek Jaworski/FORUM
Wenecka kampanila kościoła w Piranie
@RY1@i02/2009/193/i02.2009.193.184.008a.002.jpg@RY2@
Słowenia
Jacek Borkowicz
jacek.borkowicz@infor.pl
Robin & Jenny McKelvie
Słowenia
National Geographic 2009
Gwiazdkę przyznajemy za:
ciekawą narrację;
kompetencje autora;
solidne tłumaczenie i redakcję;
atrakcyjną grafikę;
oryginalny pomysł na książkę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu